1. Rocznica katastrofy pod Smoleńskiem, Katedra Wawelska, 10 IV 2011


Czytania: Ez 37, 12-14; Rz 8, 8-11; J 11, 1-45

 

Wprowadzenie

 

Bracia i Siostry,

 

dokładnie rok temu pod niebem Smoleńska rozegrała się tragedia. Dziewięćdziesięciu sześciu synów i córek naszego narodu, na czele z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej profesorem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką, udających się ze szlachetną misją oddania hołdu niewinnym ofiarom Katynia, w jednym momencie rozstało się z tym światem. Po krótkiej podróży powietrznej, dramatyczne spotkanie z ziemią stało się jednocześnie końcem ich ziemskiej wędrówki. Wierzymy, że nasz Stwórca i Pan przyjął i uniósł ich dusze - niczym „na skrzydłach orlich" (Wj 19, 4) - do niebieskich przestrzeni, do swojego Królestwa życia, miłości i pokoju, gdzie - jak mówi Apokalipsa - Bóg „otrze z ludzkich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu" (Ap 21, 4).

Dziś - jako wspólnota pamięci - przeżywamy wydarzenie sprzed roku i staramy się spojrzeć głębiej na ostateczny los tych, którzy odeszli. Naszej pamięci, modlitwie i refleksji towarzyszy dzisiaj dzwon Zygmunta. Jego głos w ważnych chwilach narodu wyraża to, co do końca niewyrażalne.

 

Witam wszystkich zebranych w królewskiej Katedrze na Wawelu oraz wszystkich, którzy łączą się duchowo z nami. Szczególnie serdecznie witam tych, którzy pod Smoleńskiem utracili swoich najbliższych i przyjaciół. Wasz ból był i jest naszym wspólnym bólem. Wasza nadzieja jest naszą nadzieją.

 

Niech nas zespoli wspólna modlitwa. Niech ona będzie większa od wszelkich różnic i podziałów, także politycznych, jakże ulotnych i pozbawionych głębszego sensu w obliczu ostatecznych spraw życia i śmierci. Módlmy się, aby śmierć naszych dziewięćdziesięciu sześciu braci i sióstr, wbrew wszystkim trudnym i zniechęcającym doświadczeniom mijającego roku, przyniosła owoce pojednania, jedności i pokoju.

Stańmy przed Bogiem w prawdzie i pokorze. Uznajmy przed Nim, że my sami jesteśmy słabi i grzeszni, abyśmy mogli godnie sprawować tę Najświętszą Ofiarę.

 

 

Homilia

 

Siostry i Bracia!

 

1. Dzisiejsze słowo Boże, przeznaczone na V Niedzielę Wielkiego Postu, mówi nam o zwycięstwie nad śmiercią. To zwycięstwo odnosi Jezus. Pomimo grożącego Mu niebezpieczeństwa, udał się do Judei, by w Betanii przywrócić życie przyjacielowi. Wskrzeszenie Łazarza było ostatnim wielkim znakiem, dokonanym przez Jezusa, zanim sam został pojmany, skazany na śmierć i przybity do krzyża.

 

Jezus świadomie i dobrowolnie wyszedł naprzeciw śmierci. Jako Syn Boży przyszedł na ziemię. Utożsamił się z losem człowieka, żyjącego w mrokach grzechu i śmierci, aby ten los radykalnie odmienić. Przyjął na siebie to, co najtrudniejsze na ziemskim etapie życia człowieka, aby przez swoją śmierć, podjętą z miłości, otworzyć przed nami nową i ostateczną przestrzeń życia.

2. Wskrzeszenie Łazarza było zapowiedzią wskrzeszenia każdego człowieka do życia wiecznego. Każdego z nas. Taką wiarę wyraziła Marta, siostra umarłego, słysząc słowa Jezusa: „Brat twój zmartwychwstanie". Jej odpowiedź wiary brzmiała: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym" (J 11, 23-24). I wtedy Jezus wypowiedział słowa, do których powracają wszystkie pokolenia Jego uczniów. Do których powracamy także i my, zwłaszcza kiedy stajemy w obliczu śmierci: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki" (J 11, 26).

 

Słowa te wyznaczają horyzont ludzkiej nadziei. Naszym ostatecznym przeznaczeniem nie jest śmierć i grób. Naszym przeznaczeniem jest życie z Bogiem i w Bogu. Od Niego wyszliśmy i do Niego wracamy. On nas stworzył na swój obraz i podobieństwo, i dlatego stworzył nas do życia i do miłości. I dlatego wierzymy, że nasi zmarli żyją w Bogu po śmierci, a nasza rozłąka z nimi jest chwilowa, bo przecież zmierzamy w tym samym co oni kierunku. Zmierzamy do tego samego celu.

 

3. Pomimo wiary w zmartwychwstanie, śmierć stanowi zawsze trudną rzeczywistość. Niełatwo się z nią pogodzić. Śmierć zrywa bezpośrednie relacje zmarłego z najbliższymi, przenosi go w inną przestrzeń, owianą dla nas tajemnicą. Stąd ból rozstania, rana w sercu i łzy. Podobnych uczuć doświadczył sam Jezus, widząc płaczącą Marię, drugą siostrę Łazarza, i jego przyjaciół. „Wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli». Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz»" (J 11, 33-34). I wtedy zapłakał nad grobem przyjaciela. Obecni poprawnie odczytali te łzy: „Oto jak go miłował!" (J 11, 36). A On nie poprzestał na wzruszeniu. Zaczął wydawać budzące zdumienie polecenia. Najpierw: „Usuńcie kamień". Zażądał niepojętej rzeczy: otwarcia grobu. A potem, po chwili wzruszającej modlitwy, rozmowy ze swoim Ojcem niebieskim, wypowiedział wstrząsające słowa do zmarłego: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" (J 11, 43).

 

Być może w bolesnej chwili rozstania z naszymi zmarłymi, chcielibyśmy mieć obok Jezusa wypowiadającego podobne słowa. Ale On nie przyszedł na ziemię, by nam przedłużać egzystencję o kilka czy kilkadziesiąt lat. On wypowiedział znacznie mocniejsze słowo, którym złamał władzę śmierci nad człowiekiem. Tym słowem była Jego zbawcza śmierć i zmartwychwstanie. Odtąd śmierć nie jest dla nas końcem, ale przejściem do nowego i definitywnego życia. Taka jest prawda o naszym losie. Taka jest nasza nadzieja. Taka jest nasza mądrość. Uczymy się jej patrząc na Ukrzyżowanego, któremu włócznia przebiła Serce. Czyż może być bardziej czytelny symbol miłości - miłości mocniejszej niż śmierć?

 

4. Jezus zapewnia nas, że kto wierzy w Niego, nie umrze na wieki. Idąc tym śladem, musimy uświadomić sobie, że wierzyć w Jezusa, to znaczy utożsamić się z Jego osobą oraz z Jego programem zapisanym w Ewangelii. Jest to program miłości. Mistrz z Nazaretu powiedział: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 12-13). To przykazanie i ta miłość jest miarą naszego człowieczeństwa, od której nie ma dyspensy.

 

W tym świetle chcemy spojrzeć na tych, którzy zginęli przed rokiem pod Smoleńskiem. Kierując się szlachetnymi, patriotycznymi motywami, podjęli podróż, by uczcić pamięć o pomordowanych w Katyniu. I sami zginęli podczas pełnienia misji. Tak głębokie doświadczenie, które dotknęło cały naród, ale także szerszą społeczność Europy i świata, domagało się nie mniej głębokiej pamięci i nie mniej głębokiego symbolu. Tym symbolem stała się krypta katyńska i smoleńska na Wawelu. Złożyliśmy w niej trumny z doczesnymi szczątkami świętej pamięci Prezydenta Rzeczypospolitej i jego małżonki, a także zawiesiliśmy tablicę upamiętniającą wszystkich wybitnych synów i córki naszego narodu, ofiary katastrofy lotniczej z 10 kwietnia. Uczyniliśmy to z potrzeby serca i z obowiązku zachowania szczególnej pamięci o tych tragicznie zmarłych, nie kierując się żadną inną racją, tym bardziej racją polityczną. Wobec głębi takiego wydarzenia wszystkie inne racje, uprzedzenia i niechęci powinny zamilknąć. Zrozumiała to społeczność międzynarodowa, która rok temu w osobach swoich przedstawicieli oddała hołd naszym zmarłym tutaj - w Krakowie.

Dzisiaj jednoczy nas modlitwa - tutaj, na Wawelu, w Smoleńsku, w Warszawie i wielu miastach i wioskach naszej ojczyzny. Do naszej katedry zaprosiliśmy najbliższe rodziny tych, którzy spoczęli na krakowskiej ziemi. Pamiętamy o wszystkich. Chcemy tę pamięć zachowywać szczególnie na Wawelu, będącym stróżem narodowej pamięci o wszystkich, którzy tworzyli naszą narodową, państwową i kulturową rzeczywistość w minionych wiekach. Jesteśmy wspólnotą nieprzerwanej pamięci i to pozwala nam umacniać naszą tożsamość i patrzeć z nadzieją w przyszłość.

 

Naszą wiarę i nadzieję umacniają słowa Księgi Mądrości: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju". Bóg „doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę" (Mdr 3, 1-3. 6). Prośmy pokornie Pana, aby prawda tych słów pozwoliła nam spojrzeć głębiej na rzeczywistość śmierci, która przecież stale nam towarzyszy i wobec której odruchowo buntuje się nasze serce.

 

5. Dzisiaj odczytaliśmy słowa z Księgi Ezechiela: „Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów»" (Ez 37, 12). Przekazując te słowa, prorok miał w pierwszym rzędzie na myśli powrót ludu Bożego z niewoli, przypominającej przebywanie w czeluściach grobów, gdzie zamiera życie i nadzieja.

 

Pomyślmy, czy i my nie potrzebujemy duchowego wyzwolenia, wyjścia z mroków na światło dobra i miłości? Czy nie potrzebujemy wyjścia z grobów naszego egoizmu osobistego, a czasem zbiorowego, partyjnego? Czy nie potrzebujemy wyjścia z obszarów jałowej niechęci, nieżyczliwości oraz irracjonalnych uprzedzeń? Czy nie potrzebujemy przebudzenia, aby zobaczyć wokół nas siostry i braci czekających na nasze dobre słowo, na gest przebaczenia i pojednania, pomocy i solidarności?

 

Nasza ojczyzna potrzebuje ludzi o światłych umysłach i gorących sercach, gotowych troszczyć się ofiarnie o dobro wspólne i podjąć służbę dla społeczności. Wielu z tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, wybrało taką drogę. Najlepszą formą uczczenia ich pamięci jest podjęcie prac i zadań, których oni sami nie dokończyli.

 

Prośmy w tej Eucharystii Jezusa, aby usunął kamienie przeszkadzające nam żyć w prawdzie i miłości, byśmy byli zdolni uczynić z naszego życia dar dla Niego i dla innych.

Amen!

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: