Ewangelizacja Krakowa, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, 21 X 2012


Ewangelizacja Krakowa

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, 21 X 2012

Czytania: Dz 2, 14. 22-28; 1 P 1, 17-21; Łk 24, 13-35

 

 

Wprowadzenie

 

Uczniowie zdążający do Emaus poznali zmartwychwstałego Pana, „gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy” (Łk 24, 30-31).

 

Pragniemy, aby w trzecim dniu Ewangelizacji Krakowa doświadczenie uczniów z Emaus stało się naszym doświadczeniem. Wysłuchaliśmy w tych dniach wiele słów. Czy pałały wtedy nasze serca? Dotarły do nas świadectwa ludzi, którym spotkanie z Jezusem i Jego Dobrą Nowiną odmieniło radykalnie życie. Czy gotowi jesteśmy podjąć podobne ryzyko wiary? Odkryliśmy, że jest nas w Krakowie wielu, którzy myślą i czują podobnie, którzy żywią w sercu te same pragnienia. Czy jesteśmy gotowi wyjść z cienia anonimowości, by potwierdzić naszą przynależność do wielkiej wspólnoty wiary, nadziei i miłości, do wspólnoty zwanej Kościołem?

Witam was serdecznie, bracia i siostry, w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w krakowskim Wieczerniku. Dziękuję wam za waszą obecność, która dzisiaj staje się świadectwem. Dziękuję, że odpowiedzieliście na inicjatywę „Ewangelizacji Krakowa” na progu Roku Wiary. Dziękuję wszystkim ruchom, stowarzyszeniom i wspólnotom, które włączyły się w to niezwykłe przedsięwzięcie duszpasterskie. Dziękuję z całego serca organizatorom.

 

W duchu pokory przeprośmy teraz Boga za wszystkie nasze grzechy i niewierności, za naszą ospałość i lenistwo, i nieudolność w głoszeniu Ewangelii, byśmy mogli z otwartym sercem słuchać Bożego słowa i sprawować wspólnie tę Najświętszą Ofiarę.

 

 

 

Homilia

 

Drogie Siostry, drodzy Bracia!

1. W historii uczniów z Emaus możemy odnaleźć naszą historię wiary. Możemy odnaleźć opis kondycji i stanu ducha wielu współczesnych uczniów ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana.

 

Uderza nas, że wędrujący z Jerozolimy do Emaus, smutni i rozczarowani, dysponowali niezbędną wiedzą na temat osoby i wydarzeń związanych z Jezusem z Nazaretu, ale nie pojęli tego, co się stało. Wiedzieli, że ich Mistrz „był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24, 19). Jego śmierć na krzyżu odczytali jako klęskę, bo mieli wobec Niego inne, swoje, przyziemne oczekiwania. Teraz runął ich projekt życia. Co więcej, z przerażeniem przyjęli wiadomość, która powinna ich zastanowić i otworzyć oczy: kobiety nie znalazły ciała Jezusa w grobie, a od aniołów dowiedziały się, że On żyje. Inni uczniowie, którzy poszli do grobu, potwierdzili ten fakt. Ale nie wystarczył pusty grób. Nie wystarczyły im jednoznaczne słowa aniołów. Nie wystarczyły wcześniejsze zapowiedzi Jezusa, że będzie skazany na śmierć, lecz powstanie z martwych.

 

Czy w dzisiejszym Kościele, w naszych środowiskach, wspólnotach i rodzinach oraz w naszym życiu osobistym nie spotykamy podobnej sytuacji, atmosfery smutku, rozczarowania, dezorientacji wobec wydarzeń rozgrywających się wokół nas i w szerokim świecie, których sensu nie potrafimy odczytać? Przeraża nas krzykliwe zło i cywilizacja śmierci, wydająca swoje gorzkie owoce. Deprymuje nas hałaśliwa propaganda antykościelna. Może wydaje nam się, że z tym wszystkim jesteśmy sami, że Bóg jest daleko. Może przerasta nas fakt, że tylu ludzi nam bliskich i dalekich urządza sobie życie na własną rękę, jakby Bóg nie istniał, jakby Chrystus nie przelał za nich swojej drogocennej krwi (por. 1 P 1, 19)? Uczniowie z Emaus nie poradzili sobie sami ze swoim doświadczeniem. Postanowili się wycofać, opuszczając Jerozolimę. Ale nosili w sercu twórczy niepokój, bo przynajmniej „rozmawiali […] ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło” (Łk 24, 14).

 

2. Dla uczniów z Emaus decydujące okazało się spotkanie z żywym Jezusem Chrystusem. On ich nie powalił na ziemię. Nie przytłoczył ich swoją obecnością. Nie przeraził ich, choć byli przekonani, że Jego historia oraz ich historia z Nim już się bezpowrotnie skończyła. Dołączył do nich po prostu, pokornie, jako towarzysz drogi. Jako niezrównany mistrz i pedagog pozwolił im najpierw mówić, wypowiedzieć swoje doświadczenie i związane z nim smutki, rozczarowania, obawy, oczekiwania i nadzieje.

 

Potem On zabrał głos. Nawiązał do ich doświadczenia i stanu ducha. Poruszył ich swoimi słowami: „«O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 25-27).

Słowo Boże odsłoniło przed nimi głęboki sens tego, co wydarzyło się na ich oczach w Jerozolimie, a co było finałem niezwykłego zamysłu Boga, który tak „umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). W świetle tej prawdy, odsłaniającej głębiny Serca Boga i streszczającej całą Ewangelię, również my możemy spojrzeć na całą naszą drogę życia i umierania, na nasze zwycięstwa i porażki, cierpienia i radości, na nasze smutki i nadzieje.

 

Ważne było nie tylko to, co Jezus mówił do towarzyszy drogi, ale jak mówił, z jakim żarem, z jaką mocą. Oni sami dali o tym świadectwo: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24, 32).

 

3. Uderza nas jeszcze jedno w przygodzie, jaką przeżyli uczniowie z Emaus. Po spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem nie pozostają sami ze swoim doświadczeniem. Wracają do Jerozolimy i tam wobec Jedenastu składają pierwsze świadectwo, „opowiadając, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba? (por. Łk 24, 35).

 

Świadczenie o własnej wierze, o osobistym doświadczeniu życia z Jezusem, wpisane jest w powołanie Jego uczniów. Może o tym na co dzień zapominamy? Może zbytnio zamykamy się we własnej pobożności, w naszych kręgach i wspólnotach ludzi wierzących, w naszych kościołach, a przecież wokół nas jest tylu, którzy nie znają Jezusa, albo znają Go niewystarczająco, dla których przestał On być Panem i Zbawicielem. Czy możemy pozostawać obojętni? Przecież i do nas odchodzący do nieba Jezus skierował słowa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15).

 

To „stworzenie” jest również w zasięgu naszej ręki, w naszych rodzinach, w naszych środowiskach pracy, w naszych uczelniach, w naszym mieście Krakowie. Królewski i papieski Kraków szczyci się ponad tysiącletnią historią wiary. Szczyci się gigantami wiary, jak błogosławiony Jan Paweł II. Ale przestrzeni wiary nie możemy zamknąć w księgach historii, nie możemy jej zamknąć w muzeum. Kolejne ogniwo wiary Kościoła krakowskiego musi być ogniwem żywym. Musi być ogniwem żywych świadków, nie lękających się współczesnego świata, ewangelizujących ten świat żarliwym słowem i czynem dobra i miłości.

 

4. Inicjatywa duszpasterska zwana „Ewangelizacją Krakowa” jest początkiem. Jest zaczynem. Jest ziarnem, które padło w glebę. W swoim zamyśle Ewangelizacja Krakowa miała nas obudzić, otworzyć nam oczy, odsłonić przed nami obszary wiary i niewiary, oporów i oczekiwań, lęków i nadziei. Inicjatywa wpisuje się w Rok Wiary, który przeżywamy z całym Kościołem powszechnym i jest formą nowej ewangelizacji, na którą czeka nasz świat, czasem nieświadomie. Trwa Synod Biskupów poświęcony tej fundamentalnej dla życia Kościoła sprawie. Za kilka godzin powracam do Rzymu, by dalej w tym Synodzie uczestniczyć, dzieląc się doświadczeniem Kościoła krakowskiego, ale też pilnie wsłuchując się w doświadczenia innych Kościołów lokalnych ze wszystkich kontynentów.

Moi drodzy, może czasami jesteśmy zbyt nieśmiali w okazywaniu naszej wiary, w świadczeniu o niej. Może zbytnio ulegamy kulturze, obecnej również i to w sposób przemożny w mediach, która narzuca nam styl życia, myślenia i działania nie mający wiele wspólnego z Ewangelią. Może zbytnio godzimy się z prawami już ustanowionymi albo zamierzonymi przez wybrany naszymi głosami parlament – z prawami, które godzą wprost w prawo Boże i naturalne, i są nieprzyjazne dla życia bezbronnego i dla rodziny.

 

Ale nie wystarczy narzekać. Nie wystarczy krytykować. Nie wystarczy przemawiać tylko z ambony. Uczniowie Jezusa powinni być obecni na areopagach dzisiejszego świata, jakimi są media, kształtując opinię społeczną, oddziaływując zwłaszcza na serca i umysły młodego pokolenia. Uczniowie Jezusa powinni być aktywni w życiu społecznym i politycznym, by i tam docierała Ewangelia życia, dobra i miłości. Oto niektóre tylko obszary, które też czekają na nową ewangelizację!

 

5. „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 13-16). W tych słowach, wypowiedzianych przez Jezusa w Kazaniu na Górze, zawiera się sens zaangażowania w nową ewangelizację nas wszystkich. Chrystus potrzebuje naszych umysłów i serc, naszych ust, dłoni i stóp, aby Jego Dobra Nowina dotarła do każdego człowieka. Potrzeba nam wiary i odwagi apostołów, którzy napełnieni Duchem Bożym w dniu Pięćdziesiątnicy głosili wielkie dzieła Boże. Skoro poznaliśmy „drogi życia” (Dz 2, 28), powinniśmy nie tylko sami nimi kroczyć, ale także ukazywać je innym, aby wyszli z krainy bezsensu i śmierci, z pustyni, na której nie ma życia.

 

W dziele nowej ewangelizacji towarzyszy nam dziedzictwo nauczania Jana Pawła II, który żył tą ideą i tym wyzwaniem, jakie stanęło przed Kościołem na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia wiary chrześcijańskiej. W liście apostolskim Novo millennio ineunte zachęcał nas do kontemplacji oblicza Chrystusa, abyśmy „nie tylko «mówili» [innym] o Chrystusie, ale w pewnym sensie pozwolili im Go «zobaczyć»”. Kościół ma „odzwierciedlać światłość Chrystusa we wszystkich epokach dziejów i sprawiać, aby blask Jego oblicza zajaśniał także pokoleniom nowego tysiąclecia” (n. 16). W tym kontekście dostrzegamy wartość modlitwy i Eucharystii, na których wspiera się wszelka ewangelizacja. Jej filarem jest także nasza postawa miłosierdzia względem ubogich, których Jezus nazwał swoimi braćmi najmniejszymi (por. Mt 25, 40). Błogosławiony Papież zachęcał nas, byśmy wypłynęli na głębię, nie zadowalali się przeciętnością, ale ze zdrowym entuzjazmem żyli darem wiary i dzielili się tym darem z innymi.

 

Niech w tym dziele wspiera nas Matka Chrystusa, „Gwiazda nowej ewangelizacji”. Niech nas wspiera orędownictwo błogosławionego Jana Pawła II, a także błogosławieństwo Benedykta XVI – Papieży nowej ewangelizacji. „«Podwoje wiary» są dla nas zawsze otwarte” (Porta fidei, 1). Wejdźmy przez nie z wszystkimi, których spotkamy na drogach naszego życia. Amen!

 

 

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: