Getsemani, 11 III 2010


 

Czytania: Iz 50, 4-9a; Mk 14, 26-50

 

Wprowadzenie


Drodzy Pielgrzymi,

Bracia i Siostry!

 

Wczoraj kontemplowaliśmy tajemnicę Narodzenia Jezusa. Pod betlejemskim niebem wsłuchiwaliśmy się w głos zastępów anielskich wielbiących Pana wszechświata: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie" (Łk 2, 14).

Dzisiaj pragniemy towarzyszyć naszemu Zbawicielowi w najtrudniejszych dla Niego chwilach, w godzinach poprzedzających Jego mękę i śmierć. Jezus przyjął na siebie to wszystko, co najtrudniejsze w losie człowieka. Przyjął na siebie zdradę, osamotnienie, trwogę przed cierpieniem i śmiercią. Pozostał do końca wierny swojej misji. Przed niczym nie uciekał. Od niczego się nie dyspensował. Chciał wypełnić do końca i wypełnił do końca wolę swego Ojca.

 

Sprawując tę Eucharystię, wyrażajmy wdzięczność Panu Jezusowi za Jego solidarność z nami, za Jego miłość. I prośmy Go, byśmy na tę miłość odpowiedzieli miłością naszych wdzięcznych serc.

Przeprośmy Pana za wszystkie nasze grzechy i niewierności, za naszą ospałość, byśmy mogli godnie sprawować tę Najświętszą Ofiarę.

Spowiadam się Bogu wszechmogącemu...

 

 

Homilia

 

Drogie Siostry, drodzy Bracia!

1. Pielgrzymowanie po Ziemi Świętej przyprowadziło nas dzisiaj do tego szczególnego miejsca, zwanego Getsemani. Dotarł tu również Jezus po Ostatniej Wieczerzy. Spożył ją z najbliższymi uczniami. Było to pożegnalne spotkanie, niezwykle intensywne. Jak zaznacza św. Jan, „Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował" (J 13, 1). Najpierw dał przykład pokory, umywając im nogi: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi" (J 13, 14). Dał im nowe przykazanie: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 12-13). W atmosferze miłości i zbliżającej się śmierci Jezus ustanowił Eucharystię. Dał nam samego siebie - swoje Ciało i swoją Krew. Ta ofiara została dopełniona nazajutrz, na drzewie krzyża.

 

Po wyjściu z Wieczernika Jezus skierował się w stronę Góry Oliwnej. Przewidywał wszystko, co miało Go spotkać w tym szczególnym miejscu. Miał pozostać sam, opuszczony przez wszystkich. „Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce" (Mk 14, 27). Jak zwykle, zabrał głos Piotr zapewniając dwukrotnie o swojej wierności: „Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja. (...) Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie" (Mk 14, 29. 31). Tymczasem, jak przewidział Jezus, Apostoł tej samej nocy wyparł się Go trzy razy.

 

Nie podajemy w wątpliwość szczerości i dobrej woli Piotra. Ale w tej godzinie próby zawiódł, podobnie jak zawiedli pozostali apostołowie. Może za bardzo liczył na własne siły? Czyż doświadczenie Piotra nie jest również naszym osobistym doświadczeniem? Ile razy przyrzekaliśmy bezwzględną wierność Panu, Jego przykazaniom, i ile razy zawiedliśmy? Doświadczenie słabości jest cennym doświadczeniem. Powinno nas uczyć pokory, zrozumienia słabości innych, a przede wszystkim złożenia w ręku Boga naszych dobrych chęci, naszych postanowień i decyzji.

 

2. Przejmująca scena rozegrała się w ogrodzie Getsemani. Jezus pozostawił apostołów. Kazał im usiąść, ale wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. „Począł drżeć i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie«" (Mk 14, 33-34). W trudnych chwilach liczył na obecność najbliższych. Chciał ich mieć przy sobie. Jakże to bardzo ludzkie pragnienie i uczucie! Czyż nie pragniemy i nie szukamy tego samego pośród trudności, rozczarowań, lęków i niepowodzeń, jakich doznajemy w życiu? Czyż nie powinniśmy w takich chwilach wspierać się nawzajem w naszych rodzinach i wspólnotach, w naszych parafiach, w naszym Kościele? Czyż jako uczniowie Jezusa nie powinniśmy wyróżniać się solidarnością i czynną miłością okazywaną słabym i błądzącym, chorym i niepełnosprawnym, samotnym, ubogim i zepchniętym na margines życia społecznego? Właśnie taka postawa jest miarą dojrzałości naszej wiary.

 

„I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby, jeśli to możliwe, ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!»" (Mk 14, 35-36). Mękę Sługi Bożego przewidywał prorok Izajasz, podając jej drastyczny opis: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem" (Iz 50, 6). Ludzka natura Jezusa lęka się okrutnej męki, której finałem będzie hańbiąca śmierć na krzyżu. Jakże w tym momencie Jezus jest blisko każdego człowieka zmagającego się z cierpieniem i bólem, odczuwającego trwogę w obliczu zbliżającej się śmierci. Jezus nie szukał cierpienia. Przyjmował je, bo podobnie jak śmierć wpisywało się ono w dzieło odkupienia człowieka, wyrwania go ze szponów zła, grzechu oraz radykalnego zwycięstwa nad mrocznymi mocami śmierci.

 

Ostatecznym kryterium tego wszystkiego, co Jezus robił, czego się podejmował, była wola Jego Ojca. Powiedział bowiem: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło" (J 4, 34). Tak samo było na tym ostatnim i najtrudniejszym etapie Jego ziemskiego życia. Tak było do końca, aż do wypowiedzenia ostatnich słów na krzyżu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego" (Łk 23, 46). Prawdziwy uczeń Jezusa Chrystusa, prawdziwy chrześcijanin powinien naśladować swojego Mistrza w spełnianiu woli Bożej. Odczytujemy tę wolę w konkretnych sytuacjach naszego życia. Nieraz ta wola jest oczywista. A nieraz musimy jej cierpliwie szukać na modlitwie, reflektując nad otaczającą nas rzeczywistością, odczytując znaki czasu, podejmując duchowe rozeznanie.

 

3. Musimy przyznać, że najbliżsi uczniowie Jezusa zawiedli Go w Getsemani. „Wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie»" (Mk 14, 37-38). Potem znów ich zastał śpiących, po raz drugi i trzeci.

 

Sięgając do skarbnicy myśli i nauczania Jana Pawła II, przypomnijmy fragmenty jego katechezy o czuwaniu, skierowanej do polskiej młodzieży w Częstochowie podczas drugiej podróży apostolskiej do Ojczyzny. „Co to znaczy: «czuwam»? - pytał Ojciec Święty. To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie. (...) Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. (...) Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. A więc: czuwajcie! Chrystus powiedział podczas modlitwy w Ogrojcu apostołom: «Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie»" (18 VI 1983, n. 5).

 

„Czuwam - to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy nawet własnych osądów. Czuwam - to znaczy: miłość bliźniego - to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność" (tamże, 6). „Czuwam - mówił dalej Papież - to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje. (...) Czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą. Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości" (tamże, 7).

 

4. Drodzy Pielgrzymi, przywołujemy na pamięć słowa Czcigodnego Sługi Bożego w Getsemani. Tutaj Jezus przeżywał mękę konania. Tutaj „pogrążony w udręce usilnie się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię" (por. Łk. 22, 44). Obecność w tym miejscu, uświęconym modlitwą i udręką Jezusa, zobowiązuje nas wszystkich i każdego osobiście, byśmy czuwali i byśmy ofiarnie odpowiedzieli na zaproszenie naszego Pana: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je" (Mt 16, 24-25).

 

Niech każdy z nas pomyśli: co w naszym życiu znaczy wziąć krzyż? Może to jest krzyż spełnienia obowiązków, krzyż dochowania wierności, krzyż codziennej pracy. Może to jest krzyż choroby i cierpienia. Może to jest krzyż niezrozumienia i samotności, krzyż nałogów i słabości osobistych i najbliższych osób. Na drodze krzyża nigdy nie jesteśmy sami. Jest z nami ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus, który tutaj, w Getsemani, przyjął kielich męki i oddał swoje życie za nas. Pójdźmy w Jego ślady. Podobnie jak On, uczyńmy z naszego życia dar dla innych i ostatecznie dla Boga. To będzie dojrzały owoc pielgrzymowania do Ziemi Świętej, chodzenia po drogach, po których stąpał Jezus.

 

Czuwajmy z Jezusem i przy Jezusie. Starajmy się Go odnajdywać w człowieku ubogim i cierpiącym, w człowieku potrzebującym naszej pomocy. Niech nasze słowa przekazują Dobrą Nowinę ludziom spragnionym prawdy i sensu. Niech nasze dłonie będą przedłużeniem miłosiernych dłoni Chrystusa. Niech nasze serca biją w rytmie Serca Chrystusa.

Niech w tym miejscu wzniesie się do niebios nasze żarliwe błaganie za nas samych, za nasze rodziny, za naszą Ojczyznę, za Kościół Krakowski, za cały Kościół powszechny: Któryś cierpiał za nas rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

Amen!

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: