Homilia o pokój, Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, 27 I 2015


Homilia o pokój, 27.01.2015,

Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

 

 

 

Drodzy Bracia i Siostry,

 

1. Dzisiejsza liturgia jest sprawowana w szczególnych okolicznościach. Stajemy bowiem przy ołtarzu w obliczu i niejako u progu byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego i miejsca masowej zagłady Auschwitz-Birkenau. Stajemy ze świadkami, z tymi nielicznymi, którzy przeżyli obóz i są jeszcze wśród nas. Jesteśmy im głęboko wdzięczni, że chcieli przybyć i że chcą swe spotkanie z tamtą przeszłością zacząć tu w Centrum Dialogu i Modlitwy od modlitwy. Nie jest to decyzja prosta, nie dla wszystkich jest oczywista.

 

Tym bardziej chcemy objąć modlitwą i serdeczną pamięcią nie tylko was, tu obecnych, ale także tych wszystkich, których – z różnych przyczyn – tutaj nie ma. Polecamy każdą i każdego, kto przeszedł przez ten obóz. Obejmujemy naszą pamięcią i modlitwą przede wszystkim tych, którzy tu ponieśli śmierć. Polecamy ich Temu, który może i chce, jak wierzymy, otrzeć z naszych oczu wszelką łzę, gdy do Niego przychodzimy przez bramę śmierci z wielkiego ucisku.

 

2. Nazwa Auschwitz, czy Auschwitz-Birkenau wryła się w świadomość kilku już pokoleń jako symbol nagromadzenia zła, brutalnej przemocy, pogardy wobec ludzi, przede wszystkim Żydów, ale także Polaków i wszystkich innych uznanych za wrogów III Rzeszy.

 

Zatrważa przy tym fakt, że to miasto śmierci zostało zaplanowane, zorganizowane, wykonane przy użyciu tych możliwości, z których człowiek współczesny jest szczególnie dumny: nauki, techniki, inżynierii, planowania, sprawnej organizacji.

 

W obliczu obozu śmierci, prawdziwie diabelskiego skumulowania myśli, środków, pracy w dziele zniszczenia nieuchronnie cisną się pytania, o to jak to było możliwe, dlaczego doszło do skutku. Ostateczne pytanie o swoje nieszczęście człowiek spontanicznie kieruje ku Bogu, od którego spodziewa się ocalenia, wybawienia w chwilach zagrożenia. Nie dziwi więc, że tu szczególnie ciąży w atmosferze pytanie „Co na to Bóg? Gdzie był, gdy się to działo?”. Można zrozumieć rodzące się w sercach podejrzenie: „Może los człowieka jest Mu obojętny?”, „Może Go nie ma wcale?”.

 

3. Jeśli spotkaliśmy się tu przed pójściem na ceremonię upamiętnienia ofiar, by słuchać słowa Bożego i spotkać Chrystusa w akcie Jego ofiarnej miłości, to dlatego, że nie chcemy się poddać zwątpieniu i wierzymy, mimo wszystko, Bogu i Jego miłości. Wierzymy, że to jest miejsce i droga do odnalezienia wyjścia dla nas i dla przyszłych pokoleń ze wszystkich rodzajów piekła, jakie ludzie tworzą sobie na ziemi.

 

Słowo Boże przypomina bowiem odpowiedzialność człowieka, od której nie wolno mu się uchylać: Bóg śledzi postępowanie człowieka, jest przy nim wtedy, gdy on oddala się od swego Stwórcy, pogrąża w złu. Według słów proroka Bóg nie uchyla się od swojej odpowiedzialności w świecie naznaczonym grzechem: „to Ja się ukryłem”, „to Ja cios zadałem”. Pragnie przywieść człowieka do opamiętania także przez bolesne ukazanie mu konsekwencji jego decyzji i działań. Bóg nie jest jednak nieczuły i boleje nad postępowaniem ludzi. W prorockim przesłaniu Bóg skarży się na swój lud: „on jednak szedł zbuntowany drogą swego serca”. A przecież Bóg powierzył człowiekowi rządy nad światem, dając mu wskazówki, jak ma nim kierować zgodnie z Jego zamysłem.

 

Człowiek jednak w swej chciwości, pysze i samowoli nie słucha i – obiecując szczęście, tworzy piekło – najpierw dla tych, których uważa za zawadę na swej drodze, ale potem, w konsekwencji – także dla tych, którym obiecywał raj na ziemi i dla siebie samego. Bóg tego nie pochwala, jest oburzony, mówimy obrazowo: „zagniewany”.

 

4. Ale słowa Boże o Jego oburzeniu, o Jego gniewie, nie są nigdy Jego ostatnim słowem: „Bo nie będę wiecznie prowadził sporu ani zawsze nie będę rozgniewany; inaczej ustałyby niknąc sprzed mego oblicza tchnienie i istoty żyjące, którem Ja uczynił” – słyszeliśmy przed chwilą.

 

Ostatnie słowo Boga to słowo o pokoju: „Pokój! Pokój dalekim i bliskim! - mówi Pan - Ja go uleczę”. Pokój jest darem Boga, o który trzeba prosić Jego samego – dlatego tu się dziś gromadzimy na modlitwie, zanim zrobimy następny krok.

 

Ale trzeba zrobić ten następny krok – zmierzyć się z przeszłością, ze świadectwem i historią tego, co się stało. Trzeba, ożywiając pamięć o tym, czego odwrócić już nie możemy, szukać płynącego stąd przesłania na dziś i na przyszłość.

 

Trzeba zapytać o naszą część odpowiedzialności, z której Pan Bóg nigdy nie rezygnuje, tylko ją przyjmuje i pomnaża: „jestem z człowiekiem skruszonym i pokornym, aby ożywić ducha pokornych i tchnąć życie w serca skruszone”. Jezus dopowiada, budząc w nas ufność mimo świadomości, jak jesteśmy słabi i zawodni: „jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać”. „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

 

Wtedy gdy zejdą się ze sobą wołanie o pokój i zaangażowanie w sprawę pokoju, pokój przychodzi do serc budowniczych pokoju najpierw, a przez nich i do innych serc – pełnych niepokoju: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!”

 

Dobrze, że jesteśmy tu razem, aby prosić Boga o dar pokoju. Dobrze, że możemy w tym Dniu Pamięci, spotkać się, by najpierw zwrócić się ku Ojcu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, u którego jest źródło pokoju. Dobrze, że chcemy uczyć się, w szkole Tego, który posyła nam Ducha Pocieszyciela, aby nam przypomniał słowa Jezusa i uczył wprowadzać w czyn to, co przyczynia się do umacniania nadziei na trwały pokój w czasach tylu niepokojów.

 

5. Cieszę się, że podejmuje się wiele inicjatyw dla poszerzania dróg do pokoju. Ważne wydają mi się w tej chwili zwłaszcza te kroki, które wychowują nowe pokolenia w pamięci o tragicznej przeszłości i w duchu odpowiedzialnego budowania przyszłości braterstwa, wzajemnego szacunku i współdziałania. Wielką wagę mają niewątpliwie same obchody, w których istotną część stanowi wysłuchanie Was – świadków tamtych strasznych dni i upamiętnienie tych, których krzyk zamilkł, brutalnie zduszony przed 70 laty. Póki jesteście między nami, trzeba wzmocnić wasz głos przestrogi. Trzeba dać światu go usłyszeć. Nadchodzi bowiem w sposób nieuchronny czas, w którym pamięć będą przekazywać już tylko ocalałe dokumenty, książki, filmy, nagrane wywiady. Wiele zależy w tej chwili od tego, na ile przekonamy nadchodzące pokolenia o potrzebie wyciągnięcia wniosków ważnych dla nich i dla świata, który oni będą kształtować.

 

Chcę tu wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy włączają się w te działania. Najpierw jest to jedno z zadań Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, które wytrwale i kompetentnie od lat realizuje je przez swe Centrum Edukacji. Ale jest wiele innych inicjatyw. Nie sposób wyliczyć wszystkich.

 

W ostatnim czasie (18 stycznia) z Gliwic do Oświęcimia przeszedł Marsz Życia niejako „pod prąd” marszu śmierci ewakuowanych w strasznych warunkach więźniów sprzed siedemdziesięciu lat. Udział w nim wzięli obywatele Niemiec, Polski i Izraela, pragnący w ten sposób oddać hołd ofiarom.

 

Jak widać, są znaki nadziei. Niech budzą w nas ufność, że wołanie naszego pokolenia, waszego pokolenia tak bardzo doświadczonego nie pójdzie w zapomnienie, że zrodzi owoce nawrócenia ku Bożym drogom sprawiedliwości, braterstwa, pokoju. Niech nasza modlitwa złączona z ofiarą Jezusa Chrystusa ogarnia te i inne inicjatywy zmierzające ku pokojowi, by były owocne i przemieniały serca. Módlmy się też za nas samych i jedni za drugich, abyśmy umieli naszym trwaniem przy Bogu dać świadectwo o Królu Pokoju, który ma ostatnie słowo – słowo miłosierdzia i miłości.

 

„Pokój! Pokój dalekim i bliskim! - mówi Pan - Ja uleczę!”. Niech się tak stanie. Amen.  

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: