Kalwaria Zebrzydowska Wielki Piątek, 2 IV 2010



Kalwaria Zebrzydowska
Wielki Piątek, 2 kwietnia 2010
Stacja u Piłata (J 18, 28 - 19, 16)


Bracia i Siostry!

1. Zadajmy sobie proste pytanie: co zgromadziło nas, a raczej kto zgromadził nas dzisiaj wczesnym rankiem w miejscu zwanym Kalwarią? Odpowiedź jest jedna: zgromadził nas tutaj Ten, który po pojmaniu w jerozolimskim Ogrodzie Oliwnym i po pełnej udręki nocy został przyprowadzony wczesnym rankiem do cesarskiego namiestnika Piłata. To wydarzenie miało miejsce niemal dwa tysiące lat temu, ale nie jest ono tylko faktem historycznym. Nie należy do przeszłości. Ono nadal trwa. Ono nadal przemawia do umysłów i serc uczniów głównego Bohatera tego wydarzenia, Jezusa z Nazaretu. Przez swoich rodaków został on nazwany „złoczyńcą". Został oskarżony o to, że chce być królem żydowskim, a więc konkurentem i wrogiem cesarza rzymskiego. Został również oskarżony o to, że „sam siebie uczynił Synem Bożym", a więc popełnił bluźnierstwo.

 

Jezus nie wyparł się swojej królewskiej godności. Nie wyparł się również swojej tożsamości, bo był rzeczywiście Synem Bożym. Na pytanie Piłata: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?", odpowiedział: „Tak, jestem królem". Dodał również: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd". Jezus nie zagrażał żadnemu ziemskiemu władcy. On nie chciał takiej władzy. On chciał nieporównywalnie więcej. On pragnął budować powszechne królestwo miłości i solidarności, prawdy i pokoju. On pragnął mieć dostęp do ludzkich serc, by je zdobyć dla Boga, swego Ojca. Dlatego powiedział również: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie". I dał świadectwo prawdzie, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3, 16).

 

2. Dziś spotykamy się z Jezusem bezbronnym, bo bezbronna jest każda prawdziwa miłość. Staje przed nami Jezus ubiczowany, umęczony, upokorzony, z zarzuconym na ramiona purpurowym płaszczem. Tym razem wstrząsającym znakiem Jego królewskiej godności jest korona upleciona z cierni. Piłat przedstawił Go tłumowi w słowach: „Ecce homo - oto człowiek!" Odpowiedzią zaślepionego tłumu nie było współczucie, lecz wołanie: „Ukrzyżuj. Ukrzyżuj Go!" To nieludzkie żądanie zostało spełnione. Po kilku godzinach Jezus został przybity do krzyża. Zawieszony między niebem i ziemią, w ręce Ojca powierzył swego ducha. Oddał swoje życie za zbawienie każdego człowieka. Każdego z nas.

 

Ale nie na tym skończyła się Jego historia. On po trzech dniach powstał z martwych. Jako Bóg i Człowiek odniósł decydujące zwycięstwo nad mocami zła, grzechu i śmierci. Przywrócił nam wszystkim nadzieję, bo otworzył nam bramy prowadzące do Bożego królestwa życia, miłości i pokoju. W ten sposób dla każdego człowieka pielgrzymującego na ziemi stał się jedyną i ostateczną nadzieją.

 

3. Siostry i bracia, dokładnie pięć lat temu, 2 kwietnia, umierał w Rzymie Boży człowiek, zwany Piotrem naszych czasów. Umierał człowiek, któremu Jezus Chrystus powierzył misję przewodzenia Kościołowi powszechnemu. Umierał człowiek, który w swojej młodości, a następnie jako pasterz Kościoła krakowskiego pielgrzymował tutaj, do naszej polskiej Kalwarii, aby kontemplować tajemnice życia, męki, śmierci i zmartwychwstania swojego Mistrza z Nazaretu i szukać tutaj odpowiedzi na najważniejsze pytania. Pięć lat temu, po trwającym dwadzieścia siedem lat pontyfikacie Jan Paweł II odchodził do domu Ojca.

 

Jakże wymowna i wzruszająca jest zbieżność piątej rocznicy śmierci czcigodnego Sługi Bożego z dzisiejszym Wielkim Piątkiem, dniem męki i śmierci naszego Pana. Jezus utożsamił się do końca z losem człowieka. Utożsamił się również z tym, co w tym naszym losie jest najtrudniejsze, a więc z bólem, cierpieniem i śmiercią. On to wszystko przyjął na siebie i przemienił, nadając sens temu, co wydaje się absurdalne i bezsensowne. Odtąd, od pierwszego Wielkiego Piątku w dziejach człowieka i od dnia Zmartwychwstania Jezusa każde ludzkie cierpienie znajduje ukojenie, każda łza będzie otarta, śmierć każdego człowieka nie będzie końcem, lecz początkiem nowego życia.

 

4. W ten Wielki Piątek, zbieżny z dniem piątej rocznicy śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, z niezwykłą wyrazistością odżywa w naszej pamięci Jego ostatni Wielki Piątek. Osłabiony wielkim cierpieniem, nie mógł odprawić Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum. Duchowo jednoczył się z nią w swojej prywatnej kaplicy na Watykanie. Mamy w oczach przejmujący obraz Jana Pawła II, który trzymał krzyż w dłoniach, przy twarzy i przy sercu. To było jego najważniejsze kazanie. To był jego testament. Przyjmijcie więc krzyż jako wyraz waszej gotowości opowiedzenia się po stronie Jezusa i Jego Ewangelii.

 

Nie zapomnimy również lekcji umierania, jakiej nam udzielił Jan Paweł II. To umieranie było w jakiś głęboki sposób wpisane w całą jego pasterską posługę. Nauczał Kościół słowem i wiemy, że siał obficie. Zostawił nam ogromne bogactwo nauczania w swoich encyklikach, adhortacjach, katechezach, przemówieniach i homiliach. Ale Ojciec Święty nauczał również swoim życiem, swoją postawą, swoim spojrzeniem na świat i człowieka. Nauczał nas swoją świętością, swoim całkowitym oddaniem sprawom Bożym. I wreszcie Jan Paweł II nauczał nas swoim cierpieniem, dźwiganiem krzyża choroby, słabości i wreszcie śmierci. Możemy powiedzieć, że ewangelizował świat swoim osobistym krzyżem.

 

Ojciec Święty odchodził z godnością z tego świata. Nadał temu odchodzeniu najgłębszy sens. Służył Bogu i ludziom niepospolitymi zaletami swojego umysłu, woli i serca. Służył również swoją nieukrywaną słabością, gasnącymi siłami i całkowitym zawierzeniem Bogu w obliczu śmierci. Odchodził spokojnie na ostateczne spotkanie ze swym Stwórcą i Panem, by zobaczyć Go twarzą w twarz. W ten sposób przywrócił godność ludzkiemu umieraniu, a więc najtrudniejszej rzeczywistości wpisanej w nasz los. Śmierć była ostateczną pieczęcią, potwierdzającą to wszystko, czym żył, co przekazywał innym w swojej pasterskiej służbie.

 

Św. Paweł napisał w Liście do Rzymian: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana" (Rz 14, 7-8). Słowa te z całą pewnością możemy odnieść do życia i umierania Jana Pawła II. Był on „człowiekiem dla innych", podobnie jak Jezus. Nie żył dla siebie i nie umierał dla siebie. Żył i umierał dla Boga, a Bóg posyłał go do innych ludzi, aby ich uczył, jak święcie żyć i jak święcie umierać.
Dziś z radością i nadzieją oczekujemy orzeczenia Kościoła, potwierdzającego świętość Czcigodnego Sługi Bożego. Wykorzystajmy twórczo ten czas oczekiwania, wzrastając w wierze, umacniając naszą nadzieję, otwierając Chrystusowi na oścież drzwi naszych serc i rodzin, środowisk nauki, kultury i pracy, wspólnot i miejsc, gdzie dzisiaj człowiek cierpi i spragniony jest miłości i sensu.

5. Drodzy Pielgrzymi kalwaryjscy, towarzyszymy dziś Jezusowi umęczonemu, dźwigającemu krzyż, oddającemu życie za zbawienie świata na wzgórzu kalwaryjskim. Towarzyszymy Mu z wdzięcznością i miłością.

 

Zadajmy sobie w końcu kilka pytań: co dotychczas uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Niego? I co chciałbym uczynić dla ukrzyżowanego dla mnie Pana? Odpowiedzi na te pytania szukajmy w głębi naszego serca.
Amen!

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: