Kalwaria Zebrzydowska, Wielki Piątek, 22 IV 2011


Stacja u Piłata (J 18, 28 - 19, 16)

 

Bracia i Siostry,

Pielgrzymi kalwaryjscy!

 

1. Zadajmy sobie najpierw podstawowe pytanie: co nas gromadzi dzisiaj o tak wczesnej, raczej niezwykłej porze? Co skłania tysiące osób, młodszych i starszych, aby nad ranem, najczęściej jeszcze przed świtem zostawić swoje domy, zajęcia i sprawy, aby przybyć do tego miejsca, które nasi przodkowie nazwali Kalwarią? Niewątpliwie odpowiedź zawiera się w rzeczywistości związanej głęboko z tym imieniem, z tą nazwą. Dziś gromadzi nas żywa pamięć o tym, co wydarzyło się na jerozolimskiej Kalwarii dwa tysiące lat temu. To jakże odległe w czasie wydarzenie nadal trwa i w decydującym stopniu rozstrzyga o najważniejszych sprawach każdej i każdego z nas. Rozstrzyga o sensie naszego życia, cierpienia i śmierci. Rozstrzyga o naszym ostatecznym losie.

 

Co wydarzyło się na jerozolimskiej Kalwarii? Nastąpił tam przełom w długich i trudnych dziejach człowieka. Na Kalwarii Syn Boży, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, oddał swoje życie za zbawienie świata, za życie i ocalenie każdego z nas. Jezus Chrystus został przybity do drzewa krzyża i skonał na krzyżu. W ten sposób utożsamił się z tym, co najtrudniejsze w losie człowieka. Ale uczynił to dlatego, aby wyprowadzić nas wszystkich z krainy zła i śmierci i wprowadzić w nową przestrzeń życia i miłości. Dokonał tego mocą swego zmartwychwstania. W ten sposób zaczęły się sprawdzać Jego niezwykłe słowa i obietnica: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki" (J 11, 25-26). Te słowa wyjaśniają i uzasadniają naszą dzisiejszą obecność na Kalwarii.

 

2. Przyszliśmy tutaj z potrzeby serca. Chcemy towarzyszyć Jezusowi w najtrudniejszym dla Niego dniu, od samego rana. Spotykamy się z Nim w duchu u rzymskiego namiestnika Piłata, do którego trafił po dramatycznej nocy. Przez swoich rodaków został oskarżony o bluźnierstwo i wydany rzymskiej okupacyjnej władzy jako pospolity przestępca. „Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie" (J 18, 30). Na taką zniewagę zasłużył za to, że przeszedł czyniąc dobrze. Głosił przecież dobrą nowinę, pocieszał, umacniał, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, karmił głodnych. Ale jednego Mu nie darowano: że nazwał się Synem Bożym. A przecież był nim rzeczywiście. Taka była prawda o Jego tożsamości i posłannictwie.

 

Na pytanie Piłata: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?", Jezus odpowiedział twierdząco i dodał: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd" (J 18, 33. 36). Jezus nie był i nie jest zwykłym królem, jak wielu władców naszego świata. On pragnie wprowadzić nas do swojego odwiecznego królestwa życia i miłości, sprawiedliwości i pokoju, wydobywając nas z mrocznych zaułków naszej ziemskiej egzystencji, z naszych zniewoleń i nałogów, z naszych egoizmów i niewierności. On, jak sam stwierdził, „na to się narodził i na to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie" (por. J 18, 37). Dał świadectwo o Bogu, swoim i naszym Ojcu kochającym człowieka do tego stopnia, że dał swojego Syna, aby przyprowadził do Niego wszystkie rozproszone dzieci Boże. Jezus dał jednocześnie świadectwo o człowieku, o jego wartości i godności w oczach Bożych. Kim jest człowiek? To pytanie zadał już Psalmista, zwracając się do naszego Stwórcy: „[O Panie], czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów. (...) Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, wszystko złożyłeś pod jego stopy" (Ps 8, 5-7).

3. Dzisiaj przeraża nas nienawiść i zaciekłość wrogów Jezusa, zaślepionych przywódców narodu i tłumu zgromadzonego przed pałacem Piłata. Nie wystarczy im widok umęczonego człowieka, poddanego straszliwej karze biczowania, z koroną cierniową na głowie, okrytego purpurowym płaszczem, by wyśmiać Jego królewskość. Przerażają powtarzające się okrzyki: „Ukrzyżuj! Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!" (J 19, 6. 15). Przeraża postawa wyrachowanego i ogarniętego strachem Piłata. Przecież był przeświadczony o niewinności Jezusa! A jednak ustąpił, by nie być oskarżonym przed cezarem o pobłażliwość wobec domniemanego, żydowskiego króla, zagrażającego władzy okupanta. Ustąpił, by nie załamała się jego polityczna kariera. Usłyszał: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się cezarowi" (J 19, 12). Ewangelista Jan kończy opis spotkania Jezusa z Piłatem kilkoma, ale jakże brzemiennymi w skutkach słowami: „Wtedy wydał im Jezusa, aby Go ukrzyżowano" (J 19, 16).

 

Nurt odrzucenia Jezusa i Jego Ewangelii utrzymuje się nadal po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. On nikogo nie zmusza do przyjęcia Dobrej Nowiny, chociaż przynosi ona człowiekowi wyzwolenie, rozświetla mroczne drogi jego życia i ukazuje cel. Nurt odrzucenia lub przyjęcia ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana przebiega przez serce każdego człowieka. Dlatego w każdy Wielki Piątek, stając wobec naszego umęczonego, ubiczowanego i wydrwionego Pana, każdy z nas musi sobie postawić podstawowe pytanie: jakie miejsce zajmuje On w moim życiu? Po jakiej stronie się opowiadam? Czy po stronie dobra i prawdy, po stronie cywilizacji miłości i życia, którą Jezus głosił i propagował na ziemi? Czy też po stronie egoizmu, zamknięcia się w sobie, obojętności na drugiego człowieka i urządzania sobie życia tak, jakby Bóg nie istniał? Oto pytania na Wielki Piątek. Przybywając dziś do Kalwarii, idąc za potrzebą serca, dajemy osobistą i zbiorową odpowiedź. Nasza tutaj obecność jest odpowiedzią! Starajmy się, aby nasze wielkopiątkowe i kalwaryjskie świadectwo było nadal żywe i wiarygodne po naszym powrocie do domów i rodzin, do codziennych zajęć, do szkół, uczelni i zakładów pracy.

 

4. Bracia i siostry, szczególne świadectwo ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Panu składał kalwaryjski Pielgrzym Karol Wojtyła. Od dzieciństwa, od wczesnej młodości tutaj uczył się, co jest ważne i rozstrzygające w życiu człowieka. Tutaj pogłębiał swoją wiarę, chodząc po dróżkach kalwaryjskich, w których zapisana jest Ewangelia. Tutaj wpatrywał się w krzyż i stojącą pod krzyżem Matkę Chrystusa. Tutaj, jak każdy z nas, spotykał się z niepojętą miłością Boga do człowieka, a później - już jako Papież - prosił nas gorąco, „abyśmy nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest «największa», która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma korzenia, ani sensu" (Homilia, Błonia krakowskie, 10 VI 1979, n. 5).

 

Jan Paweł II nie tylko mówił o krzyżu i cierpieniu. On sam w sposób szczególny i dotkliwy doświadczał cierpienia. Od najwcześniejszych lat tracił swoich najbliższych: matkę, siostrę i brata, a w końcu ojca. 13 maja 1981 roku dosięgła go kula nienawiści do wiary i Kościoła, do Chrystusa i Jego Zastępcy na ziemi. Również ostatnie lata jego ziemskiej drogi naznaczone były bólem, chorobą i postępującą niesprawnością wyczerpanego tytaniczną pracą ciała. Wszystko znosił cierpliwie, a swoje cierpienia łączył z cierpieniami Chrystusa i ofiarowywał je za Kościół i jego misję głoszenia Ewangelii w świecie. Wszyscy mamy w pamięci obraz Ojca Świętego obejmującego krzyż w jego ostatni Wielki Piątek 2005 roku. W ten sposób pisał najbardziej przejmujące i najbardziej przemawiające orędzie, skierowane do całego świata. Jego życie i apostolska posługa, jego cierpienie i umieranie stało się żywym komentarzem do pieśni: „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. (...) w krzyżu osłoda, w krzyżu ochłoda dla duszy smutkiem zmroczonej. (...) Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie serce ci na wskroś przepali, gdy grom się zbliża, pośpiesz do krzyża, on ciebie wesprze, ocali".

 

5. Dziś rozpoczynamy Nowennę przed świętem Miłosierdzia Bożego. Jest to równocześnie Nowenna przed oczekiwaną przez nas i wymodloną beatyfikacją Jana Pawła II. To wydarzenie przybliża nam prawdę o drodze Sługi Bożego, którą on już przemierzył. Była to i jest jego swoista pascha - przejście przez ofiarną służbę Chrystusowi i człowiekowi, przez cierpienie i krzyż do chwały wyniesienia na ołtarze. Jesteśmy przekonani, że odtąd będzie nam jeszcze intensywniej towarzyszył na drogach wiary, nadziei i miłości. Będziemy się do niego modlić, a on będzie nam pomagał i wstawiał się za nami u tronu Najwyższego Pana, byśmy - tak jak on - zdobywali mądrość krzyża i zmierzali w tym samym co on kierunku.

 

Niech nam w tym pomaga Matka Boska Bolesna, Pani Kalwaryjska. To Jej wiszący na krzyżu Syn powierzył ucznia Jana, a w jego osobie nas wszystkich. To umiłowanemu uczniowi powiedział z krzyża, a nam dzisiaj powtarza: „Oto Matka wasza". Stańmy z Nią pod krzyżem. Spójrzmy na Ukrzyżowanego i powiedzmy Mu to, co nam podyktuje serce.

Amen!

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: