Parafia Najświętszego Salwatora, „Emaus”, 1 IV 2013


Parafia Najświętszego Salwatora,

„Emaus”, 1 IV 2013

Ewangelia: Łk 24, 13-35

 

 

Drodzy bracia Kapłani,

drodzy uczestnicy odpustu Emaus na Salwatorze,

Bracia i Siostry!

 

1. Ewangelia o uczniach z Emaus, którą przed chwilą odczytaliśmy, pozwala nam powrócić myślą i sercem do wydarzeń Wielkiego Tygodnia, które rozegrały się w Jerozolimie. Powracamy co roku do tych wydarzeń i przeżywamy je w liturgii, bo one odmieniły radykalnie losy świata. Odmieniły również los każdego z nas.

 

Jezus, po kilku latach nauczania potwierdzanego niezwykłymi znakami i cudami, przybył do świętego Miasta, gdzie miała się dopełnić Jego ofiara za zbawienie człowieka i świata. Najpierw, w Wielki Czwartek, zebrał swoich uczniów w Wieczerniku. Przypomniał im o najważniejszym przykazaniu miłości. Umył im nogi i zachęcił do podobnej postawy pokory i służby dla bliźnich. Potem ustanowił sakrament Eucharystii, zostawiając na ziemi największy dar swego Ciała i swojej Krwi, jako pokarm dla nas – pielgrzymów zdążających do wieczności. Ustanowił również sakrament kapłaństwa służebnego, aby dar Eucharystii był dostępny dla wszystkich pokoleń.

 

Potem przyszła godzina ciemności – godzina aresztowania, okrutnej męki i wreszcie przybicia do krzyża. Jezusowi nie odebrano życia. On je ofiarował Ojcu za zbawienie świata, za ocalenie losu każdej i każdego z nas. Potem Jego umęczone ciało zostało złożone do grobu. Wrogom Jezusa wydawało się, że to już koniec Jego historii. Tymczasem rano trzeciego dnia okazało się, że grób jest pusty. Stała się rzecz niewyobrażalna, choć zapowiadana wielokrotnie przez Jezusa. On powstał z martwych, zadając tym samym decydujący cios śmiertelnym wrogom człowieka – pokonując zło, grzech i śmierć. W ten sposób urzeczywistnił się odwieczny Boży plan zbawienia, przywrócenia człowiekowi jego godności jako istoty stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, a więc stworzonej do życia i miłości.

 

2. Ewangelia dzisiejsza mówi nam o stanie ducha uczniów Jezusa, w jaki sposób przeżyli Jego mękę i śmierć na krzyżu. Doszli do wniosku, że wszystko się skończyło. Skończyła się ich przygoda pójścia za Mistrzem z Nazaretu, z którym związali swoje plany, swoje nadzieje. Teraz wydaje im się, że On ostatecznie przegrał. Dlatego opuszczają Jerozolimę. Rozmawiają ze sobą „o tym wszystkim, co się wydarzyło” (Łk 24, 14), ale nic nie rozumieją. Są przygnębieni, rozczarowani, zagubieni. Nie wiedzą, jaka czeka ich przyszłość.

 

Czyż stan ducha tych dwóch uczniów nie odzwierciedla sytuacji wielu współczesnych nam ludzi? Czyż nie odsłania stanu ducha nas samych, gdy dotykają nas trudne doświadczenia? Czyż nie wydaje nam się czasem, że wszystko się skończyło, że Bóg jest nieobecny, że nas opuścił, że wszystko straciło swój sens? Jakże często nie potrafimy szukać i spotykać Boga wtedy, gdy cierpimy, gdy tracimy najbliższych, gdy nic nie wychodzi nam z naszych życiowych planów. Tymczasem Bóg jest zawsze po stronie biednych i cierpiących, po stronie odrzuconych i po ludzku przegranych.

 

3. Jezus stał się towarzyszem drogi przygnębionych uczniów, którzy postanowili opuścić Jerozolimę, a więc miejsce, gdzie – jak im się wydawało – wszystko przegrali, a ich życiowe plany legły w gruzach. Jako mądry pedagog, zmartwychwstały Jezus pozwolił im najpierw wypowiedzieć swoje rozczarowania, wyrazić swoje uczucia smutku i niepewności. Zdali Mu relację o tym, jak przeżyli i odebrali wydarzenia ostatnich dni. Wiązali nadzieje z Jezusem. Potwierdzili, że był „prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24, 19). Spodziewali się, że przyniesie wyzwolenie Izraelowi spod rzymskiej okupacji. Wiedzieli nawet od kobiet, co więcej – poczuli się przerażeni, że nie znalazły one ciała ukrzyżowanego Mistrza w grobie, choć miały widzenie od aniołów zapewniających, że Jezus żyje. Te wydarzenia nie przemówiły jeszcze do nich, nie otwarły im oczu.

 

Oczy otwarł im dopiero sam Jezus. Wyjaśnił im Pisma. A uczynił to tak, że wreszcie zapałały im serca. Otwarli się na przyjęcie największej nowiny, że On rzeczywiście powstał z martwych i że żyje! Rozpoznali Go przy łamaniu chleba, a więc przy Eucharystii. Sami poprosili Go, by pozostał z nimi, „gdyż miało się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” (Łk 24, 29). A potem, gdy zniknął im z oczu, powrócili odmienieni i pełni radości do Jerozolimy, by złożyć świadectwo, że spotkali Zmartwychwstałego.

 

4. Bracia i siostry, doświadczenie uczniów z Emaus powinno się stawać naszym osobistym doświadczeniem. Jezus postępuje podobnie z nami, tak jak z nimi. On wkracza we wszystkie sytuacje naszego życia, te radosne i przyjemne, podnoszące na duchu, ale także te trudne, tajemnicze, niejasne, zagmatwane. Do nas należy odczytywać te wydarzenia jako znaki, przez które do nas przemawia. Do nas należy szukanie i odczytywanie woli Bożej.

 

Pomaga nam w tym przede wszystkim słowo Boże, o którym już Psalmista mówił, że jest „pochodnią dla stóp naszych i światłem na naszych ścieżkach” (por. Ps 119, 105). Ze słowem Bożym spotykamy się przede wszystkim w naszych świątyniach. Dlatego tak ważna jest dla nas Msza święta niedzielna jako zgromadzenie uczniów ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana, wsłuchujących się w Jego słowo i uczestniczących w Jego Najświętszej Ofierze. Dlatego Eucharystia, zwłaszcza niedzielna, powinna być w centrum każdego naszego tygodnia, wszystkich naszych spraw. Pomyślmy o tym przy okazji naszego dzisiejszego odpustowego spotkania. Kościół żyje Eucharystią. Ona stanowi serce Kościoła. Dlatego każdy z nas powinien również żyć Eucharystią, karmić się Eucharystią, szukać w niej siły, by nie ustawać w drodze, by żyć na co dzień w przyjaźni z Jezusem.

 

5. Przeżywamy z całym Kościołem Rok Wiary. Przeżywamy go przede wszystkim osobiście, bo wiara jest osobistym, niepowtarzalnym spotkaniem z Bogiem, przyjęciem objawionej przez Niego prawdy, a także powierzeniem Mu naszego losu, zawierzeniem Mu wszystkich naszych spraw. Przeżywamy Rok Wiary we wspólnocie Kościoła ustanowionego przez Jezusa Chrystusa jako wspólnota wiary, nadziei i miłości Jego uczniów. Możemy i powinniśmy sobie zadać pytanie, czym jest dla nas Kościół? Czy się z nim utożsamiamy? Czy go kochamy? Czy uczestniczymy w jego życiu, bo przecież my wszyscy go stanowimy? Dziś często spotykamy się z krytyką Kościoła. Wiemy, że jesteśmy słabi. Wiemy, że jesteśmy grzeszni i dlatego wezwani zawsze do nawrócenia. Ale mamy kochać Kościół jak matkę i starać się o jego świętość, bo jest wspólnotą, w której się zbawiamy.

 

Tak kochał Kościół błogosławiony Jan Paweł II, którego jutro przypada ósma rocznica śmierci. On dorastał do służby Kościołowi i światu najpierw w naszym Kościele Krakowskim, a potem przyjął na swe barki ogromną odpowiedzialność jako pasterz całego Kościoła powszechnego.

 

Tak kocha Kościół Benedykt XVI, który wobec opuszczających go sił zrezygnował z urzędu Biskupa Rzymu i Piotrowej posługi, i odtąd służy pokornie Chrystusowi i Jego Kościołowi swoją modlitwą, milczeniem i cierpieniem.

 

Tak kocha Kościół Papież Franciszek, który od kilkunastu dni przejął stery w łodzi Piotrowej. Nowy Ojciec Święty pełni ofiarnie swoją posługę, budząc entuzjazm wiary ludu Bożego, uwrażliwiając nas na los biednych, zachęcając wszystkich do prostego, ubogiego, ewangelicznego stylu życia i działania. W pewnym sensie Papież Franciszek zapisał program swego pontyfikatu w imieniu Biedaczyny z Asyżu.

 

6. Przeżywamy nowennę do Miłosierdzia Bożego. Stanowi ono charakterystyczny rys życia i duszpasterstwa Archidiecezji Krakowskiej. Kończy się powoli peregrynacja obrazu Miłosiernego Jezusa z relikwiami świętej Siostry Faustyny i błogosławionego Papieża Jana Pawła II. Już dziś możemy powiedzieć, że peregrynacja ta przyniosła obfite owoce wiary, nawrócenia, świętości i ofiarności. Jest ona także formą nowej ewangelizacji, bo porusza sumienia i serca ludzi, którzy często stali od lat z daleka, na boku, albo próbowali sobie urządzić życie bez Boga, na własną rękę.

 

Bracia i siostry, wszyscy jesteśmy wezwani do świadczenia o zmartwychwstałym Panu, o potędze Jego miłości, która odmieniła nasze życie i nadała mu ostateczny sens. Niech dzisiejszy, tradycyjny odpust na Salwatorze pomoże nam radośnie przeżywać naszą wiarę i dzielić się jej owocami z innymi. Niech zmartwychwstały Pan umacnia nasze rodziny, niech chroni nasze dzieci przed złem, niech rozpala serca młodzieży do wielkich czynów. Niech wspiera rodziców w ich codziennych trudach. Niech umacnia i dodaje odwagi strapionym, cierpiącym i słabym. Niech napełnia nasze serca nadzieją. Amen!

 

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: