Podwyższenie Krzyża Świętego, Kraków-Mogiła, 15 IX 2013


Podwyższenie Krzyża Świętego,
Kraków-Mogiła, 15 IX 2013
Czytania: Lb 21, 4b-9; Flp 2, 6-11; J 3, 13-17

 

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

1. Trudno przejść obojętnie obok mogilskiego, przejmującego wizerunku Ukrzyżowanego Chrystusa! Od blisko siedmiu wieków kolejne pokolenia pielgrzymów zatrzymują się tutaj i wpatrują w ten wizerunek. Co z niego wyczytują? Jego widok rodzi w sercach pielgrzymów podstawowe pytanie: dlaczego? Dla rozszerzenia tego pytania, posłużmy się słowami Apostoła Pawła. Dlaczego „Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi”? Dlaczego „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej”? (por. Flp 2, 5-8).

 

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii, w słowach, które stanowią syntezę całej Dobrej Nowiny skierowanej do człowieka. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,16-17). Jedyna odpowiedź rozjaśniająca tajemnicę Krzyża zawarta jest w słowie MIŁOŚĆ. Chodzi o miłość Boga do człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boże. Chodzi o miłość Boga do człowieka, który się zagubił i powiedział swojemu Stwórcy „nie”, sprowadzając na ziemię zło, cierpienie i śmierć. Chodzi o miłość Boga, który się nigdy nie pogodził z takim stanem rzeczy, bo stworzył człowieka do życia, a nie do śmierci, dlatego wyszedł człowiekowi naprzeciw, by wyprowadzić go z krainy mroków i ocalić jego los.

 

2. Patrząc na Ukrzyżowanego Chrystusa, na ukrzyżowaną Miłość, zaczynamy pojmować sposób, w jaki Bóg odniósł zwycięstwo nad mroczną rzeczywistością zła, cierpienia i śmierci. Syn Boży wybrał drogę pokornego, ale radykalnego zwycięstwa. Zwyciężył śmierć przez śmierć. Zwyciężył cierpienie przez cierpienie. Zwyciężył zło, pozwalając mu, by Go przybiło do krzyża. Powstając z martwych, zadał ostateczny cios złu i śmierci.

 

Taka była droga Jezusa Chrystusa. Droga krzyża, prowadząca do życia. Taka jest również droga Jego uczniów. Konfrontując się w naszym osobistym życiu z tajemnicą zła, cierpienia i śmierci, czasem nam się wydaje, że Bóg milczy, że jest bezradny, że zostawił nas samych z tą tajemnicą. W takich chwilach zagubienia i wątpliwości możemy i powinniśmy spojrzeć na krzyż, na Ukrzyżowaną Miłość. W niej znajdujemy ostateczną odpowiedź. Nie jest to łatwa odpowiedź. Już św. Paweł Apostoł zauważył, że Ukrzyżowany jest „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 23), natomiast dla uczniów Jezusa Chrystusa jest „mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1, 24-25).

 

Oto dlaczego przychodzimy do mogilskiego Ukrzyżowanego Chrystusa. Tutaj rozumiemy lepiej nasz los. Tutaj przynosimy ciężar naszych słabości i grzechów, naszych niepowodzeń i zmartwień, naszej samotności i bezradności, naszego bólu i cierpienia, naszych lęków i obaw. Tutaj odzyskujemy nadzieję. Tutaj rozumiemy, że nie jesteśmy sami. Tutaj przekonujemy się, że Chrystus pomaga nam dźwigać nasze krzyże na drodze prowadzącej do Jego królestwa prawdy i życia, królestwa świętości i łaski, królestwa sprawiedliwości, miłości i pokoju.

 

3. Przeżywamy ostatnie miesiące Roku Wiary, podczas którego staramy się jeszcze bardziej otworzyć na otaczającą nas Bożą rzeczywistość, rozpoznawać obecność Boga we wszystkich naszych doświadczeniach, i jednocześnie zawierzyć Mu nasz los, naszą przyszłość, naszą drogę życia. Światła szukamy w słowie Bożym, które – jak mówił Psalmista – „jest pochodnią dla naszych stóp i światłem na naszych ścieżkach” (por. Ps 119, 105).

 

Z wiarą chcemy przyjąć niełatwe słowa, jakie Jezus skierował do swoich uczniów, a więc do każdej i każdego z nas: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16, 24-25).

 

Wziąć krzyż, to znaczy przyjmować z ręki Boga to wszystko, co On nam daje, co nas w życiu spotyka, czego od nas wymaga i o co nas prosi. Wziąć krzyż to znaczy spełniać codzienne obowiązki wpisane w nasze życiowe powołanie. Wziąć krzyż to znaczy nie żyć dla siebie, ale przyjąć postawę służby i uczynić ze swego życia dar dla bliźnich i ostatecznie dla Boga. Taka postawa kosztuje. Za taką postawę płaci się cenę życia. Ale dopiero wtedy rozumiemy, po co żyjemy. Bo – jak mówi Apostoł – „nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci, należymy do Pana” (Rz 14, 7-8).

 

4. Takim ideałem żył i taki ideał chrześcijańskiego życia głosił błogosławiony Jan Paweł II. Dziś uświadamiamy to sobie jeszcze wyraźniej, gdy zbliża się data jego kanonizacji, czyli ostatecznego, oficjalnego potwierdzenia przez Kościół jego osobistej świętości, jego drogi do Boga, którą była droga służby człowiekowi, Kościołowi i światu.

 

Jakże piękne świadectwo o świętości Jana Pawła II złożył Benedykt XVI w dniu beatyfikacji, przed dwoma laty. Mówił wtedy Papież na Placu św. Piotra: „Zawsze uderzał mnie i budował przykład jego modlitwy: spotykał się z Bogiem nawet pośród rozlicznych zajęć związanych z jego urzędem. A potem świadectwo cierpienia: Pan pozbawiał go stopniowo wszystkiego, lecz on pozostawał skałą, zgodnie z wolą Chrystusa. Jego wielka pokora, zakorzeniona w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem, pozwoliła mu dalej prowadzić Kościół i kierować do świata jeszcze bardziej wymowne przesłanie, i to w czasie, gdy siły fizyczne go opuszczały. W ten nadzwyczajny sposób realizował on powołanie każdego kapłana i biskupa: stał się jednym z Chrystusem, z Tym, którego codziennie przyjmuje i ofiaruje w Kościele” (homilia, 1 V 2011).

 

Jan Paweł II dźwigał swój krzyż do końca. Czynił to w stopniu heroicznym, ofiarując swoje cierpienia za Kościół i świat. Byłem codziennym świadkiem jego drogi krzyżowej, jego służby, jego męstwa, jego całkowitego zawierzenia Jezusowi Chrystusowi oraz Maryi, Matce Chrystusa, która też do końca stała pod krzyżem i tam stała się Matką Kościoła, Matką nas wszystkich.

 

5. Wiemy, jak ważne miejsce na pielgrzymich szlakach kardynała Karola Wojtyły zajmowało Sanktuarium Krzyża Świętego w Mogile. Przybywał tu wielokrotnie jako pasterz Kościoła krakowskiego, ale przede wszystkim z potrzeby serca. Jego pobożność pasyjna formowała się już w dzieciństwie i młodości, gdy przemierzał dróżki w Kalwarii Zebrzydowskiej. W Mogile, wobec Ukrzyżowanego Chrystusa, prowadził z Nim osobisty dialog. Jemu zawierzał swoje prace i troski, swoje krzyże, których mu nie brakowało.

 

Jakże nie przypomnieć jeszcze raz słów, jakie Jan Paweł II wypowiedział tu podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. Powiedział wtedy, między innymi: „Dziękuję Chrystusowi Ukrzyżowanemu za to, że znów jestem w Jego mogilskim sanktuarium w Nowej Hucie. Za to, że znów jestem wspólnie z wami, z którymi połączyły mnie całe lata wspólnego budowania Nowej Huty na fundamencie krzyża”. Ojciec Święty dzielił się wtedy z zebranymi tutaj rzeszami wiernych taką refleksją: „Tam, gdzie stawia się krzyż, powstaje znak, że dotarła już Dobra Nowina o zbawieniu człowieka przez Miłość. Tam, gdzie stawia się krzyż, powstaje znak, że rozpoczyna się ewangelizacja. Niegdyś ojcowie nasi na różnych miejscach polskiej ziemi stawiali krzyże na znak, że dotarła już do nich Ewangelia, że rozpoczęła się ewangelizacja – i że trwa nienaruszona. Z tą myślą postawiono też ów pierwszy krzyż w podkrakowskiej Mogile” (9 VI 1979, 1).

 

W tych słowach błogosławiony Papież pomaga nam również dzisiaj powrócić niejako do korzeni naszej wiary, której zasiew rozpoczął się na polskich ziemiach niemal tysiąc pięćdziesiąt lat temu. My sami jesteśmy kolejnym ogniwem w długim szeregu pokoleń, które w krzyżu Chrystusowym szukały zbawienia, ocalenia swojego losu.

 

6. Dlatego dzisiaj przybyliśmy do Ukrzyżowanego Chrystusa, aby przede wszystkim u Niego szukać siły i odwagi do życia bardziej ewangelicznego, bardziej przejrzystego, bardziej solidarnego. Patrząc na Ukrzyżowanego, na Jego miłość i solidarność z nami, zadajmy sobie pytanie: co dotychczas uczyniliśmy dla Chrystusa? Co obecnie czynimy? Co chcielibyśmy i co moglibyśmy uczynić dla Niego? Niech odpowiedź podsunie nam nawrócone i pełne wdzięczności serce.

 

Prośmy Ukrzyżowanego Chrystusa, by przemienił nasze serca, by one biły w rytmie Jego Serca, będącego „gorejącym ogniskiem miłości”, „cierpliwym i wielkiego miłosierdzia”, „startym dla naszych nieprawości”, „aż do śmierci posłusznym”, „włócznią przebitym” i „źródłem wszelkiej pociechy”. Amen.

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: