Procesja na uroczystość Najśw. Ciała i Krwi Chrystusa 3 VI 2010



Czwarta stacja, Ewangelia: J 17, 20-26

 

Bracia i Siostry!

 

1. Do nas, towarzyszących dziś procesyjnie Jezusowi ulicami Krakowa i zgromadzonych w Jego imię w sercu królewskiego miasta, docierają słowa Jego żarliwej modlitwy z Wieczernika. „Ojcze, oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś" (por. J 17, 23). Jezus znał dobrze tajniki ludzkiego serca. Wiedział, że obok szlachetnych uczuć i decyzji mogą się w nim rodzić egoistyczne pragnienia i zamiary, oddalające człowieka od Boga i bliźnich, zniekształcające jego obraz jako dziecka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, który jest Miłością. Jezus wiedział, że dzieje człowieka na ziemi naznaczone są grzechem prowadzącym do konfliktów i podziałów. Dlatego On - Syn Boży - przyszedł na świat i dał swoje życie, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno" (J 11, 52).

 

Dzieło gromadzenia w jedno i budowania wspólnoty należy do każdego pokolenia. Jezus Chrystus potrzebuje naszych światłych umysłów i gorących serc, by już tu na ziemi budować Królestwo miłości i pokoju. W świecie skłóconym, rozdzieranym konfliktem interesów, w świecie zamykającym się w sobie, a jednak szukającym rozpaczliwie motywów nadziei, Jezus Chrystus potrzebuje naszej jedności, by Jego misja stała się wiarygodna, by współczesny człowiek uwierzył, że jest kochany przez Miłość, której na imię Bóg.

 

2. Wiara w obecnego pośród nas Jezusa, zatroskanego o los człowieka, rodzi poczucie odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. Czujemy się odpowiedzialni za los Europy, której przecież stanowimy żywą cząstkę. Za Europę czuł się szczególnie odpowiedzialny Jan Paweł II. Wspierał on procesy prowadzące do jednoczenia się naszego kontynentu, który przecież w swoich dziejach zgromadził tyle tragicznych kart zapisanych nienawiścią i pożogą wojen. Jan Paweł II marzył o Europie jako wspólnocie narodów świadomych swych chrześcijańskich korzeni. Dlatego z niepokojem obserwował gaśnięcie nadziei w Europie. Jak zauważał przenikliwie, jedną z przyczyn tego gaśnięcia nadziei jest narzucanie wizji człowieka bez Boga i bez Chrystusa. „Taki typ myślenia doprowadził do tego, że uważa się człowieka za «absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu w ten sposób wbrew naturze rzeczy zająć miejsce Boga, zapominając o tym, że to nie człowiek czyni Boga, ale Bóg czyni człowieka». (...) Europejska kultura - pisał Ojciec Święty - sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał" (Ecclesia in Europa, 9).

 

Nie dziwmy się więc, że w szerokich kręgach uczniów Chrystusa, do których należymy, budzi się opór przeciw takiej kulturze, takiemu sposobowi myślenia i urządzania życia osobistego i społecznego. Jeżeli zauważamy w pewnych środowiskach irracjonalną niechęć do symboli chrześcijańskich, jak chociażby do krzyża, symbolizującego najwyższe wartości miłości i ofiary, niech odpowiedzią będzie jeszcze większa wierność krzyżowi i Ewangelii w życiu codziennym, w naszych rodzinach, w naszych środowiskach pracy, nauki. Szczególna odpowiedzialność w tym zakresie spoczywa na tych uczniach Chrystusa, którzy tworzą współczesną kulturę, wychowują nowe pokolenie w szkołach i wyższych uczelniach oraz zaangażowani są w środkach społecznego przekazu. Niech mają świadomość, że powinni być szczególnymi świadkami ukrzyżowanej Miłości, od której zależy ostateczny los każdego człowieka.

 

3. Wiara w obecnego pośród nas Jezusa rodzi poczucie odpowiedzialności za naszą Ojczyznę. W ostatnich dwóch miesiącach spotkały nas trudne doświadczenia. Pierwszemu na imię Smoleńsk. Drugiemu na imię powódź. Śmierć Prezydenta Rzeczypospolitej i dziewięćdziesięciu pięciu towarzyszy jego pielgrzymki do umęczonej ziemi Katynia uświadomiła nam z jednej strony kruchość ludzkiego życia. Przychodzą na myśl słowa Psalmisty o tym, że życie człowieka jest jak „trawa, która rośnie: rankiem zielona i kwitnąca, wieczorem więdnie i usycha" (Ps 90 [89], 5-6). Z drugiej strony ta śmierć naszych braci i sióstr, tak bardzo troszczących się o dobro wspólne, o kształt naszego życia społecznego i politycznego, uświadomiła nam, że warto żyć dla innych. Warto angażować osobiste zalety umysłu i serca dla tworzenia dobra, dla budowana wspólnoty.

 

Doświadczenie powodzi ma swój wieloraki wymiar. Z jednej strony odsłania bezsilność człowieka wobec żywiołu natury. To niezwykle trudne i pokorne doświadczenie. I znów przychodzą na myśl słowa Psalmisty: „Wybaw mnie, Boże, bo woda mi sięga po szyję. Ugrzęzłem w błotnej topieli i nie mogę znaleźć oparcia" (Ps 69 [68], 2-3). Z drugiej strony, pośród tego doświadczenia doszła do głosu ludzka solidarność. Mam na myśli tych wszystkich, którzy spieszyli i nadal spieszą z pomocą powodzianom. Myślę o strażakach, żołnierzach i policjantach, o pracownikach administracji państwowej i samorządowej. Myślę o wolontariuszach i kościelnej Caritas. Ileż solidarności, ileż odruchów serca wyzwoliło to nieszczęście! Dzisiaj przynosimy całe to doświadczenie do stóp eucharystycznego Pana obecnego pośród nas.

 

Z tego doświadczenia chcemy wyprowadzić dobro. Chcemy budować Polskę solidarną. Chcemy zwłaszcza pamiętać zawsze o tych, którzy w naszej polskiej wspólnocie są mniej uprzywilejowani. Chcemy pamiętać o rodzinach wielodzietnych i ubogich, o chorych i cierpiących, o posuniętych w latach i niepełnosprawnych. Chcemy pamiętać o bezbronnych - czyli o poczętym życiu, byśmy mu pomogli ujrzeć światło dzienne. W tym zakresie sprawdza się w sposób szczególny nasze człowieczeństwo i chrześcijaństwo.

 

4. Wiara w obecnego pośród nas Jezusa rodzi poczucie odpowiedzialności za nasze Miasto. Ma ono wspaniałą historię. Nie czas, żeby o niej opowiadać. Wspomnijmy tylko o tym, co przeżyło ono na naszych oczach i co związane jest ze Sługą Bożym Janem Pawłem II. Przecież to on nadał naszemu miastu charakter, który bez przesady możemy nazwać europejskim i światowym. Wyraził to dobitnie i wprost Benedykt XVI cztery lata temu, gdy zawitał do Krakowa. Powiedział na Błoniach: „Kraków Karola Wojtyły i Kraków Jana Pawła II jest również moim Krakowem! Jest również drogim sercu Krakowem dla niezliczonej rzeszy chrześcijan na całym świecie, którzy wiedzą, że Jan Paweł II przybył na wzgórze Watykańskie z tego miasta, ze wzgórza Wawelskiego, «z dalekiego kraju», który dzięki niemu stał się dla wszystkich krajem drogim" (28 V 2006).

 

Oto, jakie otrzymaliśmy dziedzictwo. Szlachetne dziedzictwo. A szlachectwo zobowiązuje! Dlatego naszym obowiązkiem i przywilejem jest ochraniać szczególny charakter naszego miasta. Niech ono będzie przyjazne dla wszystkich. Niech będzie miastem autentycznej kultury, wynoszącej człowieka do poziomu, jaki wyznaczył mu jego Stwórca i Pan. Niech ono będzie miastem duchowości i świętości, w imię świętego biskupa i męczennika Stanisława; w imię błogosławionego Stanisława Kazimierczyka, który w tym roku - po wiekach cierpliwego oczekiwania - również otrzyma tytuł świętego; w imię świętej i mądrej Królowej Jadwigi; w imię świętego Brata Alberta, przyjaciela ludzi z marginesu; w imię świętej Siostry Faustyny, ukazującej nam bogatego w miłosierdzie Boga. Niech Kraków będzie miastem świętości w imię swojego pasterza Karola Wojtyły, który został pasterzem Kościoła powszechnego i nadal, pięć laty po swojej śmierci, towarzyszy współczesnemu Kościołowi na drogach zbawienia. Dzisiaj czekamy, by dostąpił zasłużonej chwały ołtarzy i jeszcze bardziej umacniał naszą wiarę i nadzieję.

 

5. Siostry i bracia, niech nas zjednoczy wszystkich eucharystyczny Jezus Chrystus. On powiedział: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). Dziś spełnia się ta Jego obietnica. Dziś On jest z nami. Powróćmy z Nim do naszych domów.

Idźmy i głośmy Jego Dobrą Nowinę.

Amen!

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: