Uroczystość św. Wojciecha, Gniezno, 29 IV 2012


Gniezno, 29 IV 2012
Urocz. św. Wojciecha, głównego Patrona Polski
Czytania: Dz 1, 3-8; Flp 1, 20c-30; J 12, 24-26


Czcigodny Księże Prymasie Józefie –
Jubilacie i Gospodarzu dzisiejszej uroczystości,

Bracia w biskupstwie i kapłaństwie,
przedstawiciele Władz, organizacji i instytucji,
Bracia i Siostry!

1. Co roku wspólnota Kościoła w naszej Ojczyźnie kieruje swoje spojrzenie w stronę Gniezna. Sięgamy pamięcią do naszych odległych dziejów, by podziękować Bogu za jednego, szczególnego świadka wiary. Otrzymaliśmy tego świadka u zarania posługi Kościoła na polskich ziemiach. Świadkowi było na imię Wojciech. Choć był synem pobratymczego narodu czeskiego, w sposób nierozerwalny związał się z życiem i posłannictwem Kościoła w Polsce. Uczynił to przez swoją wyprawę misyjną i przepowiadanie Ewangelii Węgrom, Polakom i Prusom, ale najgłębiej uczynił przez swoją męczeńską śmierć. Pełniąc posługę pasterską oddał swoje młode życie w Prusach, ale jego relikwie spoczęły tutaj i stały się podwalinami budowania i umacniania wspólnoty Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego na naszej ziemi.


Pozornie, w oczach świata, biskup Wojciech był człowiekiem, któremu się nie udało, który przegrał. Pośród napięć i konfliktów musiał dwa razy opuścić Pragę – miasto i stolicę kierowanej przez siebie diecezji. W Rzymie, zafascynował go ideał życia zakonnego według reguły św. Benedykta i przywdział habit benedyktyński. Kierowany gorliwością apostolską, podjął daleką wyprawę na Północ i dotarł aż do pogańskich Prus, gdzie spotkał się z wrogością. Padł przeszyty strzałami. Miał wtedy czterdzieści jeden lat. Rodzi się więc pytanie: klęska czy zwycięstwo? W prawidłowej odpowiedzi na to pytanie zawiera się znacznie większa prawda o życiu człowieka. Prawda o życiu każdego z nas.


Z pomocą przychodzi nam sam Jezus z Nazaretu i Jego ewangeliczne słowo o ziarnie. „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko  samo,  ale  jeżeli  obumrze, przynosi  plon obfity” (J 12, 24). Takim ziarnem był On sam, Jezus Chrystus. Umierając na krzyżu, oddając swoje życie i zmartwychwstając, odniósł zwycięstwo nad mrocznymi siłami zła i śmierci, a „obfitym plonem” Jego zbawczej ofiary jest życie wieczne nas wszystkich. Taka jest logika Ewangelii. Taka jest logika miłości. W świetle tej logiki patrzymy dzisiaj na życie i śmierć biskupa Wojciecha, który upodobnił się do swojego Mistrza i oddał swoje życie niczym dobry pasterz, aby owce miały życie, i miały je w obfitości (por. J 10, 10). Całe późniejsze dzieje wiary na naszych ziemiach potwierdziły prawdę tego fragmentu Ewangelii.

2. Podobną logiką kierował się Kościół od zarania swoich dziejów. Świadczy o tym postawa św. Pawła Apostoła. Znamienne jest jego świadectwo, utrwalone w Liście do Filipian. „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk” (Flp 1, 20-21). Apostoł przeżywał rozterkę. Pragnął odejść z tego świata i być z Chrystusem, ale jednocześnie pasterska wrażliwość skłaniała go do tego, aby pozostać i oddać wszystkie swoje siły pierwotnym wspólnotom chrześcijańskim, by sprawowały się w sposób godny Ewangelii, trwały mocno w jednym duchu i by jednym sercem walczyły wspólnie o wiarę w Ewangelię (por. Flp 1, 27). W końcu – jak wiemy – Apostoł położył głowę pod miecz kata w stolicy imperium rzymskiego.


Dawanie świadectwa Ewangelii wpisane jest głęboko w życie i śmierć uczniów Jezusa Chrystusa. Usłyszeliśmy dziś Jego słowa z odczytanego fragmentu Dziejów Apostolskich: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). Dla biskupa Wojciecha „krańcem ziemi” okazały się początkowo Prusy, ale potem cała nasza polska kraina i dalej, i szerzej, bo stał się wielkim świętym u schyłku pierwszego tysiąclecia wiary chrześcijańskiej, a jego świadectwo zabrzmiało doniośle w całym Kościele powszechnym.

3. Święty Wojciech, Biskup i Męczennik, stał się patronem ładu hierarchicznego Kościoła w Polsce. Wspólnota Kościoła potrzebuje takiego ładu, porządkującego jego życie w całym bogactwie wielorakich charyzmatów, ubogacających lud Boży. W tym świetle Gniezno zajmuje szczególne miejsce w naszych dziejach. Tutaj przecież powstała na polskich ziemiach pierwsza metropolia oraz trzy podlegające jej wówczas biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Tutaj również miało wydarzenie, które nazywamy pierwszym Zjazdem Gnieźnieńskim, kiedy to do grobu św. Wojciecha przybył w marcu 1000 roku z całym orszakiem cesarz Otton III, zaprzyjaźniony z biskupem Wojciechem. W ten sposób Polska weszła w krąg państw europejskich.


Jakże szczęśliwą była intuicja oraz inicjatywa Księdza Prymasa Seniora Henryka Muszyńskiego, by po wiekach wznowić i kontynuować Zjazdy Gnieźnieńskie, aby jednocząca się Europa stawała się nie tylko wspólnotą gospodarczą i polityczną, ale przede wszystkim wspólnotą ducha, wspólnotą wartości, z których wyrosła i które stanowią filary jej tożsamości.


Tą wizją Europy żył błogosławiony Papież Jan Paweł II. Dał temu wyraz w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa, przestrzegając przed utratą pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, bo tej utracie „towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię. Nie dziwią zatem zbytnio próby nadania Europie oblicza wykluczającego dziedzictwo religijne, a w szczególności głęboką duszę chrześcijańską, przez stanowienie praw dla tworzących ją ludów, w oderwaniu od ich życiodajnego źródła, jakim jest chrześcijaństwo” (n. 7). Taką diagnozę stawiał Europie przenikliwie Jan Paweł II.


Jedną z przyczyn gaśnięcia nadziei na naszym kontynencie Ojciec Święty dostrzegał w „dążeniu do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa. Taki typ myślenia – pisał Papież – doprowadził do tego, że uważa się człowieka za absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu w ten sposób wbrew naturze rzeczy zająć miejsce Boga, zapominając o tym, że to nie człowiek czyni Boga, ale Bóg czyni człowieka” (n. 9). Warto zapamiętać te słowa Papieża. Kto kogo czyni? Czy to my czynimy Boga? Jeżeli tak, wtedy skazujemy się na nicość i bezsens. Jeżeli natomiast Bóg czyni nas, jeżeli stwarza nas na swój obraz i podobieństwo, wtedy wszystko w naszym życiu nabiera sensu.

4. Błogosławiony Jan Paweł II wpisał się w duchowe oblicze Gniezna i jego posłannictwa. Pozostaną na zawsze w historii miasta jego dwie wizyty w pierwszej stolicy Polski. Pozostaną w naszej pamięci słowa, które tutaj wypowiedział w pierwszym roku swojego pontyfikatu, w czerwcu 1979 roku: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież, który nosi w swojej duszy szczególnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego jego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził w naszej epoce ich obecności w Kościele? Ich szczególnego wkładu w dzieje chrześcijaństwa. […] Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież-Polak, Papież–Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu” (homilia, 3 VI 1979, n. 5).


Dzisiaj, po latach, dziękujemy Bogu za dar odzyskanej wolności, za upadek komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziękujemy, że w czasie pontyfikatu Jana Pawła II legł w gruzach bezbożny system totalitarny, zniewalający narody w naszej części Europy. System pozostawił po sobie ruiny duchowe i materialne i do naszego pokolenia należy cierpliwa odbudowa tego, co zostało naruszone. Jan Paweł II wniósł swój niepowtarzalny wkład w to dzieło. Rok temu, podczas beatyfikacji swojego Poprzednika, Benedykt XVI mówił: On, czyli Papież Jan Paweł II, „otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się być nieodwracalna” (homilia, 1 V 2011). Jan Paweł II odsłonił radykalnie pełną prawdę o Bogu i o człowieku!

5. Bracia i siostry, jednym z pierwszych i najbliższych współpracowników Jana Pawła II był ksiądz, a następnie arcybiskup Józef Kowalczyk. Wkrótce po swoim wyborze na Stolicę św. Piotra, Ojciec Święty poprosił go, aby zorganizował polską sekcję Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej i pomagał mu w sprawach Kościoła w Polsce. Ks. Józef Kowalczyk był dobrze przygotowany do podjęcia odpowiedzialnej misji. Przebywał w Rzymie już od 1963 roku. Rozpoczął studia prawa kanonicznego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a wkrótce kontynuował je na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Uwieńczył te studia doktoratem. Odbył również Studium Rotalne, następnie podjął pracę w Sekretariacie Generalnym Synodu Biskupów, a potem w Kongregacji ds. Dyscypliny Sakramentów. Należał również do Zespołu ds. Stałych Kontaktów między Rządem PRL i Stolicą Apostolską. Z tej pracy i z  Kongregacji został powołany przez Papieża do Sekretariatu Stanu.


Droga życia dzisiejszego Arcybiskupa Metropolity Gnieźnieńskiego i Prymasa Polski zaczęła się na południu Polski, w Jadownikach Mokrych, 28 sierpnia 1938 roku. Został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego Hosianum w Olsztynie i po sześciu latach studiów przyjął święcenia kapłańskie 14 stycznia 1962 roku. Dzisiaj więc z całym Kościołem Gnieźnieńskim i Kościołem w Polsce dziękujemy Bogu za pięćdziesiąt lat służby kapłańskiej Księdza Prymasa.


Były to lata niezwykle owocne. Cóż można powiedzieć o jedenastu latach pracy w watykańskim Sekretariacie Stanu? Byłem naocznym świadkiem wytężonej, codziennej pracy Kierownika polskiej sekcji. Tej pracy nie brakowało podczas „polskiego” pontyfikatu. Nie liczyło się godzin. Było się całkowicie do dyspozycji Piotra naszych czasów. A potem, gdy rozpadały się struktury systemu komunistycznego w Polsce w 1989 roku, Ojciec Święty obarczył ks. prałata Józefa Kowalczyka nową odpowiedzialnością, mianując go Nuncjuszem Apostolskim w Polsce i powierzając mu zorganizowanie pracy Nuncjatury w Warszawie, po kilkudziesięciu latach nieobecności przedstawiciela papieskiego w naszym kraju. Święcenia biskupie przyjął ks. Józef Kowalczyk z rąk Jana Pawła II w Bazylice Watykańskiej, 20 października 1989 roku.


Nie sposób opisać, nawet w największym skrócie, dokonań ks. Arcybiskupa Nuncjusza podczas dwudziestu jeden lat pełnienia przez niego tego urzędu. Zaowocowała jego roztropność, wizja Kościoła i doświadczenie. Wymieńmy tylko przygotowanie przez Nuncjusza reorganizacji struktur administracyjnych Kościoła w Polsce, co znalazło wyraz w bulli Totus Tuus Poloniae Populus, ogłoszonej 25 marca 1992 roku.  Rok wcześniej został przywrócony Ordynariat Polowy Wojska Polskiego, a potem – w 1993 roku – został podpisany Konkordat zawarty między Stolicą Apostolską i Rzeczpospolitą Polską.  Podczas całego okresu piastowania urzędu Ks. Arcybiskup Nuncjusz odwiedzał diecezje, brał udział w wielu wydarzeniach Kościoła w naszym kraju, utrzymywał stały kontakt z Konferencją Episkopatu Polski, a także był dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Warszawie. Brał czynny udział w przygotowaniu wszystkich podróży apostolskich do Polski Jana Pawła II, najpierw w watykańskim Sekretariacie Stanu, a potem jako Nuncjusz.


Dwa lata temu, 8 maja, Ojciec Święty Benedykt XVI, znający osobiście i od wielu lat ks. Nuncjusza, mianował go arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim i Prymasem Polski. Nowy Prymas przejął niezwykłe dziedzictwo po swoich wielkich poprzednikach. Dzięki swojej dojrzałości duszpasterskiej, zachowując wewnętrzną wolność, którą zawsze się odznaczał, może ogarniać troską pasterską Kościół w naszej Ojczyźnie.


W swoim herbie Ks. Arcybiskup Kowalczyk umieścił słowa z modlitwy Pańskiej: Fiat voluntas Tua – „Bądź wola Twoja”. Jasne, ale jakże wymowne słowa. I chyba one stanowią klucz do zrozumienia przejrzystej, duchowej i apostolskiej sylwetki Księdza Prymasa. Oddał się Bogu na służbę i wypełnia Jego wolę we wspólnocie Kościoła, gdziekolwiek zostaje powołany i posłany. W tę służbę angażuje swoje znaczące przymioty umysłu, woli i serca, wpisując się w ten sposób w misję Odkupiciela człowieka i Kościoła.

6. Czcigodny i drogi Księże Prymasie, jestem przekonany, że wyrażam dziś pragnienie wszystkich nas tutaj zebranych, a także pragnienie całego Kościoła w naszej Ojczyźnie, i nie tylko, dziękując Ci za niezmordowaną i wytrwałą posługę, jaką pełnisz od półwiecza jako kapłan i biskup, jako wierny sługa Kościoła. Niech Ten, który Cię powołał przed laty, nadal Cię umacnia, nadal Ci błogosławi, by ziarno Twojej miłości i służby przynosiło nadal piękny owoc.


Niech Ciebie i nas wszystkich wspiera wstawiennictwo wszystkich świętych – przyjaciół Boga. Niech nas wspiera św. Józef, Twój patron. Niech oręduje za nami św. Wojciech, Biskup i Męczennik. Niech za naszą Ojczyzną i za Europą wstawia się u Tronu Najwyższego błogosławiony Jan Paweł II, którego relikwię krwi przekazałem katedrze gnieźnieńskiej. Niech ten znak duchowej obecności błogosławionego Papieża pomaga nam, abyśmy – tak jak on – byli odważnymi i wiarygodnymi świadkami Chrystusowej Ewangelii w dzisiejszym świecie. Amen!

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: