Wspomnienie Najśw. Imienia Maryi, Katedra Wawelska


Wspomnienie Najśw. Imienia Maryi
Czytania: 1 Kor 9, 16-19. 22-27; Łk 6, 39-42


Eminencjo, Księże Kardynale,
Bracia i Siostry!

 

1. Na zakończenie pierwszego dnia VIII konferencji z cyklu Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej sprawujemy Eucharystię w Katedrze Wawelskiej. Tematykę tegorocznej konferencji wyznaczają dwa pytania: Jaka Europa dla Chrześcijaństwa? Jakie Chrześcijaństwo dla Europy?
W serii dzisiejszych wystąpień i dyskusji głos zabierali przede wszystkim przedstawiciele świata polityki. W sposób oczywisty koncentrowali swoje refleksje wokół pierwszego pytania - pytania o Europę: o jej kształt, o wartości wyznaczające jej tożsamość, o stojące przed nią problemy.


Teraz, podczas Mszy świętej, głos oddajemy przede wszystkim Chrystusowi. Teraz to On do nas przemawia. Przemawia słowem. Przemawia także znakami. Dzisiejszym znakiem jest liturgiczne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi, ustanowione na pamiątkę odniesionego dokładnie 325 lat temu zwycięstwa pod Wiedniem. W tej katedrze wspomnienie to musi wzbudzać szczególne echo, wszak autor zwycięstwa, król Jan III Sobieski spoczywa w jej podziemiach. To tu - przy konfesji św. Stanisława została zawieszona przez niego jako wotum wielka chorągiew Kara Mustafy, co upamiętnia ufundowana przez Kapitułę katedralną tablica przy południowej bramie. To tu także - na Czarnym Krzyżu św. Królowej Jadwigi - wisi po dziś dzień strzemię wielkiego wezyra.


Słowo i znak podsuwają nam dziś odpowiedź na drugie z naszych pytań: Jakie Chrześcijaństwo dla Europy?

 

2. Jakie chrześcijaństwo potrzebne jest Europie dziś i jutro? Dzisiejsza liturgia pozwala zaproponować cztery odpowiedzi.
Po pierwsze, powinno to być chrześcijaństwo Maryjne. To stwierdzenie może dziwić. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie Kościoły chrześcijańskie zgadzają się ze sobą co do treści i form „pobożności maryjnej". Czy „maryjność" na pewno stanowi element powszechnego dziedzictwa chrześcijańskiego w Europie?


Tak! Stanowi, ale na poziomie o wiele głębszym niż łatwo obserwowane przejawy religijności. Nie bez powodu Kościół nazywany jest przez nas Matką (Mater Ecclesia). A pierwsze karty jego Dziejów pokazują nam apostołów zgromadzonych w Wieczerniku wokół Maryi, i od Niej uczących się tego, co najważniejsze w eklezjalnej rzeczywistości. Otóż, jednym z priorytetów właściwym chrześcijaństwu jest personalizm - prymat osoby nad rzeczą. Jednym z wielkich niebezpieczeństw i okaleczeń wiary jest jej sprowadzenie do „światopoglądu", albo jeszcze bardziej do struktur. Henri de Lubac - przestrzegając przed tą pokusą - twierdził, iż papierkiem lakmusowym owego procesu staje się zawsze zanik pobożności maryjnej. Pisał: „Zbyt wielu chrześcijan ulega tendencji, by z chrześcijaństwa uczynić ideologię, abstrakcję. Abstrakcje nie potrzebują matki". Tymczasem Kościół - Matka musi stać na straży tego, co najgłębiej osobowe: „szacunek dla życia i śmierci, sens wiernej miłości, święty charakter rodziny, poczucie odpowiedzialności". Dlatego właśnie Kościół, tak jak Bóg, woła każdego „po imieniu" - otrzymanym w chwili chrztu. Powtórzmy: Chrześcijaństwo, jakiego potrzebuje Europa, to chrześcijaństwo Maryjne, to znaczy głęboko personalistyczne!

 

3. Po drugie, powinno to być chrześcijaństwo zdolne do czynu. Takim się okazało 325 lat temu - prawda, że w innym kontekście historycznym, i w formie dziś raczej nieaktualnej. Niemniej, umiejętność obrony własnej tożsamości, wiary, systemu wartości - w solidarnej jedności, ryzyko oddania życia w obronie bliźniego, umiłowanie wolności „waszej i naszej" - te wszystkie postawy nie straciły niczego ze swej aktualności! Dziś może rozumiemy lepiej, iż chrześcijański czyn jest przede wszystkim czynem miłości. Miłość nie może być tylko filozoficzną czy teologiczną definicją. „Dzieci - pisze w swoim Pierwszym Liście św. Jan (3, 18) - nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą". Chrześcijaństwo, które kocha się w dyskusjach, które wyczerpuje się w teoretycznych rozważaniach - nawet jeśli potrafią one zdumieć stopniem wyrafinowania - jest w świetle tekstu apostoła Jana „dziecinne", nie stać go na dojrzałość. Pozostaje marzeniem, nawet nie projektem, boi się odpowiedzialności, nie wie, co to męstwo. Stawia też opór Duchowi Świętemu, który jest Dawcą rozmaitych charyzmatów, uzdalniających każdego z nas do działania.

 

4. Po trzecie, chrześcijaństwo, jakiego potrzebuje Europa musi być widzące. O tym mówi dzisiejsza Ewangelia: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?" (Łk 6, 39). Kościół przez wiele wieków był dla naszego kontynentu przewodnikiem. Zapewne, choć nie w takiej formie, jak np. w wiekach średnich, może nim pozostać także i dzisiaj. Pod warunkiem wszakże, że nie będzie „ślepcem". Co to znaczy?


W całym Piśmie Świętym wzrok jest symbolem wiary. Człowiek wierzący nie tylko słucha Słowa Bożego; potrafi także patrzeć i widzieć! Odrzucający wiarę są opisywani w Piśmie refrenem: „mają oczy, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą" (por. Ps 115 [113 B], 5). Człowiek wierzący widzi przede wszystkim Boga obecnego i aktywnego w jego życiu i w jego świecie. Zna Boga, który działa! Bóg nie zostawił człowieka samego. Owszem, powołuje go do współdziałania - do wspólnego czynu. Coś z takiego „wzroku" odbija się w sławnym zdaniu króla Sobieskiego - w swoistym „raporcie" przesłanym z Wiednia papieżowi Innocentemu XI: Venimus, vidimus, DEUS VICIT!


Europa potrzebuje chrześcijan, którzy będą ludźmi głębokiej, osobistej wiary. Chrześcijaństwo, jakiego potrzebuje, nie może zostać jedynie formacją kulturową, zbiorem wartości - nawet szanowanym zapisami konstytucyjnymi. Bez ludzi wiary - bez świadków - staną się one w niedługim czasie niezrozumiałym kodem, przestarzałym, rodzajem myślowego skansenu.

 

5. Wreszcie, po czwarte - to również zawarte jest w dzisiejszej Ewangelii - Europa potrzebuje chrześcijaństwa pokornego i samokrytycznego: „Usuń najpierw belkę ze swego oka" (Łk 6, 42)! Wielokulturowy i wielo-religijny świat, jakim stał się nasz kontynent, zapewne nie pozwoli się poprowadzić Kościołowi, gdyby ten stał się arogancki, pewny siebie, bezkrytyczny, zadufany w przeszłych zasługach, nie nawracający się. Chrystus mówi wyraźnie, iż chrześcijaństwo bez pokory jest „obłudą", czyli - w pierwotnym tego słowa znaczeniu - „aktorstwem", odgrywaną przez chwilę rolą, zdejmowaną „po pracy" jak kostium. Chrześcijaństwo nie-pokorne jest nie-prawdziwe! Jako takie jest niepotrzebne nikomu. Nie może służyć za przewodnika komukolwiek. Rozumiał to świetnie Sługa Boży Jan Paweł II, kiedy wzywał Kościół na progu III tysiąclecia do „oczyszczenia pamięci" i stawiał nas wobec wielu prawdziwie profetycznych gestów (ale także badań naukowych i refleksji) wzywających Bożego miłosierdzia nad nami i naszymi winami.

 

6. Bracia i siostry, Europie jest potrzebne chrześcijaństwo Maryjne/personalistyczne, zdolne do czynu, widzące/wierzące i pokorne. Chrześcijaństwo nie tylko ma przyszłość w Europie. Ono jest przyszłością Europy. Jest przyszłością świata. Jest przyszłością człowieka. Jest przyszłością każdego z nas osobiście. Pewność o tym czerpiemy nie z siebie, i nie z naszych rozważań... Czerpiemy ją ze słów Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! (Mk 16, 15). „A Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20).
Amen.

 

powrót

Msze święte

Wyszukiwarka tymczasowo nieaktywna


Partnerzy:
Mecenas: